sobota, 2 stycznia 2016

Idiotes a edukacja


Dla przypomnienia... Słowo "idiota" pochodzi od greckiego ἰδιώτης, idiōtēs (od ἴδιος, idios) co znaczy: "indywidualny", "niezależny", "samodzielny", "prywatny", "posiadacz samego siebie". Mianem takim określano osoby pozostające w stanie pierwotnym, naturalnym, pozbawione standardowej edukacyjnej obróbki, nieuformowane przez proces kształcenia. Takiego "człowieka prywatnego" (skoncentrowanego na sobie, na własnym świecie") przeciwstawiano "człowiekowi publicznemu", będącego wytworem sformalizowanej edukacji. Idiota zajmował się sobą, zostawiając sprawy publiczne swemu biegowi.

Do takiego rozumienia tego pojęcia odwołuje sie Osho pisząc: "Słowo "idiota" jest piękne. Idiota to ktoś, kto żyje w niezależny sposób, robi swoje i nie obchodzi go to, co powie o nim świat. Idiotą jest ten, kto nie naśladuje. I nie ma to nic wspólnego z głupotą. Jeśli spróbujesz iść przez życie własną, niezależną drogą, wtedy będziesz nazywany idiotą. Tłum nie będzie cię szanował, gdyż tłum nie szanuje autentycznych ludzi. Tłum szanuje maski i fałszywe osobowości. Jeśli naprawdę chcesz być mądry, bądź idiotą..."

Rozróżnienie (na „idiotów” i „ludzi publicznych”) wydaje się istotne w rozważaniach nad współczesnymi ideałami edukacyjnymi. Czy szkoła ma być „dla dziecka” czy „dla społeczeństwa”? Czy ma się skupiać na pielęgnowaniu naturalnych zasobów ucznia czy na przygotowaniu go do służby publicznej? Czy ma się koncentrować na rozwijaniu jednostkowego potencjału czy na wdrażaniu do ról społecznych? Czy miernikiem dobrej edukacji jest szczęście dziecka czy wysoki poziom świadomości społecznej absolwentów? Nadmierny przechył w stronę obywatelskości może kojarzyć się z indoktrynacją. Z drugiej strony postawienie na partykularyzm grozi wyhodowaniem pokolenia oderwanego od zobowiązań wspólnotowych. Ostrzegał przed tym już Alexis de Tocqueville:

"Kiedy próbuję sobie wyobrazić ten nowy rodzaj despotyzmu zagrażający światu, widzę nieprzebrane rzesze identycznych i równych ludzi, nieustannie kręcących się w kółko w poszukiwaniu małych i pospolitych wzruszeń, którymi zaspokajają potrzeby swego ducha.

Każdy z nich żyje w izolacji i jest obojętny wobec cudzego losu; ludzkość sprowadza się dla niego do rodziny i najbliższych przyjaciół; innych współobywateli, którzy żyją tuż obok, w ogóle nie dostrzega; ociera się o nich, ale tego nie czuje. Człowiek istnieje tylko w sobie i dla siebie i jeżeli nawet ma jeszcze rodzinę, to na pewno nie ma już ojczyzny.

Ponad wszystkim panuje na wyżynach potężna i opiekuńcza władza, która chce sama zaspokoić ludzkie potrzeby i czuwać nad losem obywateli. Ta władza jest absolutna, drobiazgowa, pedantyczna, przewidująca i łagodna. Można by ją porównać z władzą ojcowską, gdyby celem jej było przygotowanie ludzi do dojrzałego życia. Ona jednak stara się nieodwołalnie uwięzić ludzi w stanie dzieciństwa".

W edukacji konieczny jest balans między indywidualizacją a socjalizacją. Zachwyt nad jednostkową ekspresją nie może prowadzić do zlekceważenia aktywności społecznej. Edukacja demokratyczna to nie tylko tworzenie przestrzeni do swobodnego wyboru - w sferze własnych potrzeb. To także aktywne włączanie uczniów do podejmowania decyzji obejmujących całą wspólnotę i kształtowanie przez to ich poczucia odpowiedzialności za zbiorowość, której są częścią.

Tomasz Tokarz

1 komentarz:

  1. ... świetna analiza sporo się o sobie dowiedziałam.

    OdpowiedzUsuń