piątek, 28 października 2016

Uderz w dzwon

24 października na konferencji "Edukacja to relacja" prowadziłem warsztat o podróży bohatera. Bardzo lubię ten temat - to przenoszenie memów, archetypów, mitów do codziennych doświadczeń każdego z nas. To konfrontowanie się z wahaniami i wątpliwościami - czy podążyć za wezwaniem... Czy wziąć pierścień, chwycić na miecz świetlny, wybrać odpowiednią pigułkę? Czy uderzyć w dzwon...? Czy zrezygnować... I łamać sobie głowę "co bym przeżył, gdybym uderzył..."

"Wybieraj, śmiałku z obcych stron:
Uderz w ten dzwon
I czekaj niebezpieczeństwa
Lub do szaleństwa
Łam sobie głowę, co byś przeżył,
Gdybyś uderzył".

Make your choice, adventurous Stranger,
Strike the bell and bide the danger,
Or wonder, till it drives you mad,
What would have followed if you had.
(C.S. Lewis)

W podróży bohatera wg Josepha Campbella ("Bohater o tysiącu twarzy") kluczowym punktem jest zejście śmiałka do jaskini (mroku, zła, ciemności). Mierzy się tam z potworem. Starcie z bestią jest de facto konfrontacją z samym sobą - z naszą mroczną stroną... Symbolizuje ona nasz największy lęk.

"To miejsce należy do ciemnej strony Mocy. Wejść tam musisz" (Yoda)

"Przenikaliśmy wciąż głębiej i głębiej w jądro ciemności” (Joseph Conrad)

Wejdziesz? 

Tomasz Tokarz


Edukacja a sztuczna inteligencja

W weekendowej Wyborczej bardzo ciekawy tekst o sztucznej inteligencji. O tym, że już za kilkadziesiąt lat pojawią się komputery przewyższające umysł człowieka. Zdolne do głębokiej analizy. Wykazujące się intuicją. Potrafiące przewidywać. Cóż wtedy zostanie dla nas? Czy zdołamy nad nimi zapanować? W jakich obszarach pozostaniemy lepsi od maszyn?

To oczywiście przekłada się na pytanie o edukację... O jej sens i kierunek. Jakże archaiczną wydaje się współczesna szkoła w obliczu dynamicznie przeobrażającego się świata. Jakże abstrakcyjną instytucją. Zamiast wyprzedzać rzeczywistość, grzęźnie w starych modelach... Zamiast szukać rozwiązań w eksperymentach kurczowo, trzymamy się anachronicznych schematów.

Nie wiemy do jakich wyzwań mamy przygotować nasze dzieci. Nie mamy pojęcia, jaki będzie świat w przyszłości. Dynamika zmian jest zadziwiająca. Ale możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, że świadomość siebie, samodzielność, kreatywność, zdolności komunikacyjne a przede wszystkim poczucie własnej wartości okażą się kluczowe dla przetrwania. I na to powinniśmy położyć nacisk...

Tomasz Tokarz

Innowacja

Nie ma większej innowacji edukacyjnej niż zmiana myślenia o uczniu i jego relacji z nauczycielem. Transformacja kultury szkolnej. Wszelkie inne modyfikacje to tylko techniczne usprawnienia procesu formowania, opartego na przymusie i manipulacji.

Tomasz Tokarz

Reformowanie szkół

Reformowanie konwencjonalnych szkół przypomina mi nieco naprawianie tradycyjnego, patriarchalnego małżeństwa, które trwa głównie siłą przyzwyczajenia. Obie strony mogą się bardziej starać - wiedzą, jak przyklejać uśmiech i jak kontrolować emocje. Wiedzą, że trzeba okazywać szacunek i częściej kupować kwiaty.

Ale same tego rodzaju gesty nie zmienią istoty systemu, opartego na hierarchii, władzy i podległości. Na sztucznych rolach. Na znużeniu. Systemu, gdzie przemoc może być bardzo subtelna ale jednak przenika cały układ.

Można w takim związku tkwić - z braku alternatyw czy z lęku przed nieznanym. Ale kiedy już doświadczysz innej relacji (autentycznej, partnerskiej, pozbawionej dominacji, pełnej akceptacji - której istotą jest naturalne porozumienie) to w starym modelu ciężko się będzie odnaleźć.

Tomasz Tokarz

Czego uczą nas starożytni pedagodzy...

Neurodydaktyka, coaching edukacyjny, NVC, rodzicielstwo bliskości - nowe modne trendy, które odkrywają rzeczy dawno odkryte. Już przecież kilka tysięcy lat temu w Grecji i Rzymie starożytni myśliciele wskazywali, że:

- nauczyciel winien być nie pasem transmisyjnym lecz towarzyszem w rozwoju uczniów, inspiratorem do odkrywania wiedzy zapisanej w nich samych, akuszerką, która za pomocą odpowiednio zadanych pytań pomaga w narodzinach świadomości  (Sokrates, V w. p.n.e.)

- jeśli rodzice chcą przekazać dzieciom dobre wzorce, muszą najpierw sami ukształtować swój charakter i dawać własnym życiem codzienny przykład do naśladowania... ("Ojcowie powinni strzec się przede wszystkim wszelkich występków oraz we wszystkim postępować tak, jak należy, stając się w ten sposób przykładem dla swoich dzieci, aby one, wpatrując się w ich życie niczym w zwierciadło, odwracały się od złych czynów i słów").  (Plutarch, I w. n.e)

- nadmierny nacisk na doskonalenie, przez stymulację wyzwaniami, jest przeciwskuteczny ("Widziałem już ojców, których nadmierna miłość spowodowała brak miłości. Otóż niektórzy narzucali swym dzieciom zbyt trudne zadania pragnąc, by jak najszybciej, we wszystkim zdobyły pierwsze miejsce; udręczone tymi naciskami okazywały się niechętne wobec jakiejkolwiek nauki. Albowiem podobnie, jak umiarkowane podlewanie żywi rośliny, a nadmierne je niszczy, tak też dusza rozwija się dzięki umiarkowanym próbom, a pogrąża się przez ich nadmiar"). (Plutarch)

- stosunek rodziców do dzieci winien być głównie oparty na miłości i wyrozumiałości, na postawie humanistycznej (Plaut, Terencjusz,) "używaj władzy ojcowskiej w ten sposób, iżbyś miał w pamięci, że człowiekiem i zarazem ojcem jesteś człowieka” (Maks z Tyru)

"Ojciec powinien być raczej cierpliwy, niż skłonny do ciągłego gniewania się, gdyż nieżyczliwość i nieustępliwość są jednoznacznym dowodem braku miłości wobec swoich dzieci. (...) Znosimy przecież przewinienia przyjaciół, cóż w tym dziwnego, że będziemy znosić przewinienia swoich dzieci?" (Plutarch)

- człowiek ma przyrodzoną skłonność do uczenia się ("jak ptaki rodzą się do latania, konie do biegania, tak nam właściwa jest ruchliwość i sprawność umysłu") - według naturalnych predyspozycji ("jest rzeczą niezbędną poznać dokładnie cechy wrodzonych uzdolnień uczniów i zachodzące między nimi różnice") (Kwintylian, I w. ne)

- nie można nikogo przemocą skłonić do uczenia się rzeczy, co do których nie ma talentów i zamiłowań ("Dwóch bowiem rzeczy należy bezwględnie unikać - wymagać od ucznia przemocą tego, w czym nie da się osiągnąć u niego skutecznych wyników, po wtóre nie przerzucać go z odcinka, na którym ma dobre wyniki, na inny - dla niego nieodpowiedni") (Kwintylian)

- kary są bardzo zawodnym środkiem dydaktycznym, stanowią przejawem nieudolności samych nauczycieli ("naprawia się w ten sposób tylko skutki niedbalstwa (...) nie wdraża się konsekwentnie chłopców do dobrego postępowania, a potem gdy zrobią coś złego, otrzymują karę") (Kwintylian)

- relacja między nauczycielem a uczniem winna opierać się na wzajemnym szacunku ("Wykazując błędy w pracach uczniów uczniów, powinien to robić w sposób dla nich nie przykry, a przede wszystkim nic obrażający ich godności osobistej. Niejednego już bowiem odstręczyło od rozpoczętej nauki to, że niektórzy nauczyciele udzielają uczniom nagany tak, jakby ich nienawidzili") (Kwintylian)

- edukacja przez zabawę jest skuteczniejsza niż przez rygor - szczególnie na pierwszych etapach kształcenia... ("Zbyt dobrze znam możliwości dziecka w każdym wieku, żebym uważał, iż należy od razu ostro nastawiać dzieci i wymagać od nich trudu. Bo tego właśnie trzeba będzie się w pierwszym rzędzie wystrzegać, aby nie znienawidził nauki ten, kto jej jeszcze nie umie kochać... Tak zatem ta nauka we wczesnych latach powinna być zabawą") (Kwintylian)

c.d.n. :)

Tomasz Tokarz

czwartek, 20 października 2016

Intensywne dni

To były chyba najbardziej intensywne a jednocześnie najbardziej rozwojowe cztery dni od dłuższego czasu. Różnorodne doświadczenia w pracy z ludźmi od 3 do 70 roku życia (na oko).

Dzień 1: szkolenie z mediacji w DCP. Dość przypadkowo - na zastępstwie. Grupa ludzi doświadczonych, nauczyciele, kuratorzy, pracownicy naukowo-dydaktyczni. Długie dyskusje. Mnóstwo refleksji. Burze mózgów. Trudno było skończyć. Tyle otworzyło się wątków...

Dzień 2 (od rana do wieczora): zajęcia na DSW. Fantastyczni młodzi ludzie. Dopiero odkrywający uroki studiowania. I od razu wyzwania. I prowokowanie ich do dialogu z blokadami i lękami. I budowanie relacji. I świetny wstęp do dalszej pracy.

Dzień 3: najbardziej złożony. Zajęcia z studentami na otwarcie. Z kilkulatkami w samo południe (Mała Uczelnia). I z rodzicami (na UE) na zakończenie dnia (wykład, który przerodził się w dialog - żywy, pełen emocji, prowokujący do sporów).

Dzień 4: Wolne dzieci w wolnej szkole. Chyba najtrudniejszy. Najmocniejszy. Wymagający konfrontacji z własnymi emocjami, lękami i wartościami. Prowokujący do kluczowych pytań: po co jestem? By słuchać czy być słuchanym? By rządzić czy tworzyć przestrzeń do samorządzenia? By wskazywać drogę czy podążać?
O pracy nauczyciela można mówić różne rzeczy. Ale nuda i wejście w rutynę chyba mi nie grozi :D

Tomasz Tokarz

Wychowanie chłopca

W nawiązaniu do wrzuconego wcześniej obrazka. Mam głębokie przekonanie, że gdybyśmy nieco inaczej wychowywali chłopców wyrastaliby na lepszych mężczyzn. Gdybyśmy mówiąc im o odwadze, sile i pewności - wspominali tez o strachu, słabości i zagubieniu. I pokazywali, że nie da się funkcjonować jedynie w oparciu o te pierwsze - wypierając istnienie drugich. Że dużo lepiej je zauważyć, przejrzeć się w nich, przepuścić przez siebie. Przerobić.

Lęk, poczucie niemocy, wątpliwości i tak się pojawią. A lepiej sobie z nimi radzić, kiedy są uświadomione i przepracowane. Kiedy traktujemy je jako normalne zjawiska, towarzyszące wszystkim ludziom, także tym dzielnym (może im nawet częściej). Kiedy dostrzeżemy w nich przejaw człowieczeństwa a nie wyraz naszej ułomności, objaw niemęskości czy dowód na życiową porażkę..

Tomasz Tokarz

Poczucie wartości

Poczucie własnej wartości to niekoniecznie przekonanie o własnej sile i doskonałości. Nie chodzi o tzw. pewność siebie. To raczej umiejętność zaakceptowania słabości i przyjęcia deficytów z wyrozumiałością. To zdolność pogodzenia się z bezbronnością i niepewnością, które towarzyszą nam w życiu. To gotowość do pokochania siebie mimo wszystko - czy raczej, za wszystko...

Tomasz Tokarz

wtorek, 18 października 2016

Jaki sens reformy?

Pytanie do orędowników reformy edukacji...
- Jaki jest sens likwidować gimnazja? Co to da?
- Jakie trudności polskiej szkoły to rozwiąże?
- W jaki sposób takie działania stworzą lepszą przestrzeń do rozwoju najważniejszych kompetencji: rozumienia siebie, innych ludzi, kreatywności, samokierowania i umiejętności tworzenia dobrych relacji z innymi?
- Po co zajmować się rzeczami trzeciorzędnymi zamiast skupić się na istocie edukacji - refleksją nad celem szkoły w realiach XXI wieku, nad rolą nauczyciela i ucznia...
- Czy naprawdę potrzebujecie zamieszania, jakie wywoła te reforma? Czy stać was na koszty materialne i polityczne, jakie będą jej efektem?

Czy nie lepiej po prostu zaufać w mądrość tych, którzy uczą nasze dzieci i dać im większą przestrzeń do samodzielnych działań? Uruchomić potencjał innowacyjny polskiej szkoły przez rozluźnienie gorsetu, który ją uwiera?

Tomasz Tokarz

środa, 12 października 2016

Parvus a rewolucja

Architektem rewolucji bolszewickiej był Izrael Nazarewicz Helphand (znany również jako Aleksander Parvus), teoretyk i działacz komunistyczny, totalnie cyniczny i zdeprawowany (wyrzucono go ze Szwajcarii za organizowanie orgii seksualnych). Marksista, który dorobił się ogromnych sum na handlu bronią i innych ciemnych interesach z kapitalistami.

A jednocześnie niemiecki agent, który dostał na realizację działań prowadzących do destabilizacji Rosji miliony marek. Bez niego nie byłoby Lenina w Rosji (on wymyślił transport Ilicza pociągiem ze Szwajcarii do Petesburga) ani środków na agitację i przejęcie władzy przez komunistów. 

Plan, który wykoncypował (zakładał zniszczenie Rosji jako państwa i podporządkowanie jej Niemcom) udał się jedynie częściowo, ale realnie zmienił oblicze świata. Prawdziwy władca marionetek... Prawie zapomniany, bo niewygodny...

Tomasz Tokarz

Emocjonalne poruszenia

Chcesz poruszyć odbiorcę? Spowodować, by działał w określony sposób? Chcesz zmienić jego postawy i zachowania? Odwołaj się do jego uczuć, użyj języka nacechowanego emocjonalnie, porusz nim, wstrząśnij i zmieszaj- to podstawowa zasada wywierania wpływu.

Tak działają wielcy przywódcy, wielcy mówcy, wielcy artyści. Wykorzystując emocje (lęki i pragnienia) sterują tłumem. W konsekwencji zaszczepiają w nas określone idee, impulsy, odczucia. Jak w "Incepcji" - zostawiają po sobie ślad, nasiono, które kiełkuje.

Mam z tym problem. Kiedy zauważam, jak ktoś świadomie manipuluje emocjami, by wzmacniać przekaz zapala mi się ostrzegawcza lampka. Czy takie działanie nie znacza przedmiotowego traktowania odbiorcy? Gdzie racjonalna analiza? Gdzie zdrowy rozsądek? Gdzie siła argumentów?

Czy mamy prawo igrać cudzymi emocjami? Bawić się ich uczuciami? Kierować nimi? Kanalizować je? Nawet dla najszlachetniejszego, w naszym przekonaniu, celu? Dla realizacji najdonioślejszej, w naszym rozumieniu, misji?

Kiedy sam tego doświadczam uruchamia mi się instynkt samozachowawczy. Pojawiają się pytania: o co chodzi nadawcy? Czemu chce wejść do mojej głowy? Co chce mi sprzedać? Jaką idee wprowadzić do umysłu? Czy gra na emocjach dla samej przyjemności grania (wirtuozi emocji), czy po to, by realizować jakiś cel?

Kiedy nas coś poruszy, mocno aż do trzewi - poczekajmy z działaniami. Warto sprawdzić, na czy rzeczywiście uruchomione emocje są nasze, czy są jedynie efektem zewnętrznych wprowadzeń...

Tomasz Tokarz

Wołyn raz jeszcze

"Wołyń" pokazuje, jak łatwo można zarządzać tłumem, odwołując się do jego lęków i marzeń, do przerażeń i pragnień.

Z jednej strony hasła o upokorzeniu, dyskryminacji, wielowiekowym wykorzystywaniu. Przez innych, którzy żyją wśród nas, ale tak naprawdę są obcy. Zawsze byli - choć tego nie dostrzegaliśmy. Wydają się swojscy, normalni, tacy jak my. Ot sąsiady. Ale to iluzja. W rzeczywistości są związani z ciemnymi siłami. Z tymi, którzy są gdzieś tam daleko i mają niecny plan zniszczenia nas.

Z drugiej budowanie wizji wielkiej wspólnoty, której możesz być częścią. Wystarczy, że pójdziesz z nami, dołączysz do naszych szeregów, przejmiesz nasze hasła. Czy nie chcesz roztopić się w potędze wielokrotnie silniejszej, mądrzejszej i piękniejszej niż ty sam? Integracja z nią sprawi, że twoje nędzne życie pariasa nabierze blasku...

Jakże aktualny ten film jest także dzisiaj...

Tomasz Tokarz

Potrzebujemy rewolucji nie korekt

Oczywiście odrzucam koncepcje reform PiS. Jednocześnie średnio mnie przekonują hasła dzisiejszego protestu. Kontestacja to za mało. Nie bardzo mnie interesuje walka o kastowe przywileje nauczycieli. A ze związkowcami z ZNP też mi nie po drodze. Oczekuję kontrpropozycji dla reformy PiS. Koncepcji zmiany polskiej szkoły a nie jej konserwowania. Zmiany systemu nie jego umacniania. Szkoła dzisiejsza potrzebuje rewolucji a nie kurczowego trzymania się status quo.

Tomasz Tokarz

Ilu z nas

Ilu z nas dorosłych chciałoby zamienić się ze swoimi dziećmi i pójść za nie do szkoły, do której codziennie uczęszczają. I robić tam rzeczy, które one tam robią - w takich samych warunkach, w takiej samej roli...?

Tomasz Tokarz

Wzór na szkołę?

Ponieważ coraz częściej zmagam się z pytaniami o przepis na idealną szkołę spieszę z wyjaśnieniem:

1. Nie mam w głowie wzoru na optymalną szkołę.

2. Nie sądzę, aby realne było wyznaczenie algorytmu na doskonałą placówkę edukacyjną, opracowanie gotowej formuły wdrażalnej w każdym miejscu.

3. Nie jest możliwe proste skserowanie modelu, który sprawdził się w warunkach X i przeniesienie go do warunków Y z nadzieją, że przyniesie te same efekty. Próbowano już tworzyć polskie Summerhill - ze skutkiem bardzo średnim.

4. Szkoła musi być pochodną miejsca, w którym powstaje - dopasowana do potrzeb wspólnoty, jaka ją tworzy. Opowiadam się za decentralizacją, autonomizacją i pluralizmem w sferze oświaty. Szkoły powinny być przede wszystkim autorskie.

5. Oczywiście uważam, że są pewne podstawowe ramy, w którym powinna mieścić się szkoła, zdolna do zmagania się z wyzwaniami XXI w. Zarysowałem je chociażby w tekście "Turkusowa szkoła" w najnowszym numerze pisma "Sygnał".

6. Taka szkoła musi być przede wszystkim samorządna (promująca kulturę współpracy przy jednoczesnym poszanowaniu indywidualnych praw każdego członka zbiorowości), elastyczna (żywo reagująca na zmieniające się okoliczności) oraz autentyczna - pozwalająca uczniom (i nauczycielom) na realizację siebie i wchodzenie w podmiotowe relacje, oparte na szczerości, wzajemnym zaufaniu i szacunku.

7. EduTank nie powstał, by promować jeden skończony, określony model szkoły, gotowy do wdrożenia na każdym podłożu. Powstał, by wspierać placówki w procesie mądrej zmiany, dopasowanej do ich potrzeb, by sieciować reformatorów, by budować więzi między wszystkimi, którzy weszli na trudną drogę budowy nowej kultury edukacyjnej - zgodnej z punktem nr 6.

Tomasz Tokarz

Niejednoznaczne relacje

Problem z relacjami polega na tym, że ciężko tu o jednoznaczność. Pozorna uległość może być bardzo subtelną formą agresji, instrumentem wyrafinowanej manipulacji, utajoną przemocą. A to, co nazywamy dominacją - przejawem bezradności, słabości, zagubienia; ukrytym krzykiem o pomoc.

Tomasz Tokarz

Chcesz mnie nauczać?

Praca w szkole alternatywnej wywołuje czasem swoiste poczucie winy, jakiś wewnętrzny wyrzut: "przecież te dzieci za mało się uczą", co w sumie oznacza: "nie nabywają wystarczająco dużej liczby informacji, które w moim przekonaniu powinny nabyć".

Pojawia się zatem pokusa przekazania tej wiedzy za pomocą różnych sztuczek - np. przy wykorzystaniu pogawędek z dziećmi. Wciśnięcia jej mimochodem. Niby spontanicznie. To jednak bywa zawodne.

Odczułem to napotykając zniechęcony wzrok dziecka, które chciałem erudycyjnie ubogacić: "a zatem mówisz, że byłeś na wakacjach we Francji. A wiesz, jak się nazywał król Polski pochodzący z tego kraju?".

Oczy zapytanego wyrażały prosty komunikat: "A co mnie to obchodzi? Chcesz ze mną porozmawiać czy mnie nauczać?"

Tomasz Tokarz

niedziela, 9 października 2016

Kobiecość

Drogie panie. Obejrzyjcie koniecznie. Czas skończyć z terrorem sztuczności. Nie staniecie się takie, jak modelki na okładkach. One same się takimi nie staną. To medialna kreacja, efekt komercyjnej obróbki, produkt przycinek i naciągnięć fotoszopa. Okropny, kolorowy badziew.

Oczywiście warto dbać o siebie, jeśli dobrze się z tym czujecie. Przyjemnie czuć się zdrowo, młodo i pięknie. Ale w granicach rozsądku, któremu na imię autentyczność. Nie ma sensu katować się cudzymi standardami.

Mężczyzna, który kocha kobietę przyjmuje jej oponki, cellulity i zmarszczki, rozstępy i fałdy. Kocha ją taką, jaką jest. I zachwyca każdego dnia :)

Ale najważniejsze byście polubiły same siebie. I zaakceptowały tak niedoskonałymi, jakimi wydaje się Wam, że jesteście

https://www.facebook.com/oskar.t.brand.official/videos/1548578245168460/

Tomasz Tokarz

Młodość a dojrzałość

Przeczytałem właśnie, że genialny dziewięciolatek rozpoczął studia na politechnice. Jak to? Bez matury? Bez przejścia wszystkich etapów standardowej edukacji? Nie może być. Przecież, jak często czytam, dziecko jako niedoskonała istota nie może obyć się bez długoletniej obróbki merytorycznej prowadzonej przez dorosłych.

Przykład ten pokazuje, jak mocne blokady są w naszych głowach. Nas wszystkich. Nawet ci wierzący w potencjał dzieci oburzali się kiedy Antoni Macierewicz dobrał sobie małoletniego doradcę (21 lat). Jakież krytyczne głosy się posypały. Ileż pogardy w nich było.

Nie twierdzę, że Edmund Janninger był najlepszym kandydatem. Ale jedyny argument przeciw dotyczył wieku. A przecież Aleksander Wielki miał ledwo po 20. kiedy rozpoczął drogę do tytułu największego zdobywcy starożytności. A Baldwin IV niespełna 16, kiedy rozbijał w puch zastępy saraceńskie pod Montgisard. Takich przykładów było wiele.

Czy rzeczywiście wiek świadczy o wartości człowieka? Ci po 30. są dojrzali i mądrzy, zdolni do autonomicznego kierowania własnym życiem? A ci przed 20. to zwykłe niedojrzałe dzieci, które potrzebują, by im dokładnie zaplanować życie - poprzez szkołę? Trochę to trąci "ejdżyzmem" (age) - dyskryminacją wiekową.

Matematyczny talent jesteśmy w stanie zauważyć u dziewięciolatka. Ale ileż talentów nie odkrywamy wśród dzieci dlatego, że nie są związane z tradycyjnymi obszarami akademickimi? Albo są wyrażane za pomocą niestandardowych środków? Dlaczego tak mocno przywiązani jesteśmy do wiekowych hierarchii?

Tomasz Tokarz

Wołyń

Brakuje mi słów, by opisać wrażenia. Z jednej strony epicki fresk o kresach, stopniowe wprowadzanie w jego kulturową złożoność, mozaikę wartości i rytuałów. Z drugiej rozległe studium natury ludzkiej, lęków, żądz, mniej lub bardziej głęboko schowanych uprzedzeń.

Z jednej strony, opowieść o rozkwitającym szowinizmie, pobudzanym przez absurdalne hasła, o niszczącym wpływie ideologii, która wrzucona między sąsiedzkie swary, prowadzi do mordu. Z drugiej refleksja o instynktach, które gdzieś siedzą w nas, które czynią nas podatnymi na tego rodzaju etnocentryczne slogany - dające iluzję władzy nad innymi.

Wychodzisz z kina z walącym o czaszkę pytaniem "dlaczego?", Jak to możliwe?", co z nami jest?". I z pytaniami pozostajesz...

Tomasz Tokarz

Bądź wzorem

Najtrudniejsze są konflikty wartości. Na płaszczyźnie dialogicznej są nierozstrzygalne. Tam gdzie ścierają się odmienne systemy wierzeń nie ma miejsca na perswazje, słowne tyrady, erystyczne sztuczki. Możemy tylko tańczyć nasz taniec. Argumentować codziennym działaniem. Negocjować życiem, jakim żyjemy. Jeśli będzie wystarczająco przekonujące, jest spora szansa, że pociągnie innych do naszego świata.

Tomasz Tokarz

Ideologia sukcesu

Nie przemawia do mnie współczesna „ideologia” tzw. sukcesu. Zakłada ona (w skrócie), że sens podejmowanych działań jest zależny w prosty sposób od ich efektywności. Innymi słowy - celem aktywności jest realizacja celu. Osiągnięcie go nadaje wartość naszym czynom.

Skutkiem takiego myślenia są albo rozczarowania, frustracje, zniechęcenia (kiedy celu nie udaje się urzeczywistnić), ale kompulsywne gonitwy za kolejnymi wyzwaniami (gdy po zdobyciu kolejnego szczytu szybko spada satysfakcja).

O wiele mocniej trafia do mnie "ideologia" drogi. Po prostu pewnymi ścieżkami warto iść (bo są wartościowe same w sobie, bo dają odczucie głębokiego sensu, bo są wyrazem naszej misji), niezależnie od tego, czy pozwolą nam osiągnąć sukces czy nie. Celem żeglowania jest żeglowanie…

Tomasz Tokarz

Mit praktycyzmu

Jednym z mitów obecnych w narracjach edukacji alternatywnej (bardzo mi bliskiej zresztą) jest tzw. mit praktycyzmu. Wyraża sie przekonaniem, że szkoła ma przede wszystkim przygotowywać do życia (cokolwiek to znaczy) oraz, że szkoły alternatywne robią to dużo lepiej niż konwencjonalne.

Przejawem tej tendencji jest postulat zredukowania zakresu tzw. wiedzy akademickiej na rzecz przekazu praktycznych umiejętności - użytecznych w codziennym zyciu. I tak informacje, przykładowo, o cosinusie, amebie, flogistonie czy przywileju koszyckim ukazywane sa jako zbędne, obciążające niepotrzebnie umysł, odciągające od autentycznych problemów otaczającej rzeczywistości. Trudno mi się zgodzić z takim punktem widzenia.

Po pierwsze, prosta użyteczność nie może być zasadniczym celem kształcenia. Podstawą edukacji jest przecież tworzenie przestrzeni do lepszego rozumienia siebie i świata. Chodzi o poszerzanie świadomości.

Po drugie, nawet jesli uznamy praktyczność za ważną wartość (z tym się zgadzam), to przecież trudno odgórnie podzielić wiedzę na użyteczną i nieużyteczną. To od podmiotu poznającego zalezy, w jaki sposób wykorzysta dane, jakie posiada. Kazda informacja moze byc przydatna, o ile wiemy jak jej użyc. O ile potrafimy wyciągnąć z niej cos dla siebie. Ogranicza nas tylko kreatywność, wyobraźnia i świadomość.

Często na zajęciach wykorzystuję wiedzę z obszarów pozornie niezwiązanych z tematyką wykładów czy ćwiczen. Bardzo wiele ciekawych tendencji społecznych mozna ilustrować odwołując sie chociażby do znajomości funkcjonowania wspominanej wyżej ameby.

Problemem współczesnej szkoły nie jest to, że przekazuje wiedzę. Polega na tym, że nie robi tego sensownie. W konsekwencji obrzydza ją. Bazuje na przymusie, absurdalnych karach i nagrodach, monotonnych dyktowaniach oraz odmóżdżających testach. Nie otwiera głów. Nie przygotowuje do wykorzystania treści, które stara się, w sposób archaiczny, transmitować. W efekcie staje się niefunkcjonalna - nie realizuje podstawowych celów, do których została powolana.

Czas to zmienić. Ale zmiana nie powinna polegać na tym, ze przekształcimy szkoły w grupy radosnego biegania w kółko. O wiele bardziej przemawia do mnie metafora laboratorium czy małej uczelni...

Tomasz Tokarz

PiS a edukacyjna zmiana

Paradoksalnie to, co robi PiS w obszarze oświaty będzie miało konsekwencje ożywcze. Oczywiście efekt będzie nieintencjonalny, niezgodny z zamierzeniami władzy, ale to już problem braku wyobraźni domorosłych architektów polityki edukacyjnej.

Co się według mnie stanie? Niewątpliwie wzrośnie świadomość obywateli na temat edukacji, jej znaczenia i roli w życiu społecznym. Trudno przypuścić, aby działania centralizacyjne i uniformizacyjne pozostały bez echa. Zarzewia fermentu są jest już zresztą widoczne.

Wśród osób o poglądach liberalnych wzrosną tendencje do wychodzenia na obrzeża sytemu. W efekcie popularność zyskają różne alternatywne placówki edukacyjne, które (z oczywistych względów) będą mogły pozwolić sobie na większą niezależność niż szkoły państwowe. Jeszcze większym zainteresowaniem zacznie cieszyć się edukacja domowa (homeschooling), a także, bazujące na typowych dla niej rozwiązaniach (realizacja obowiązku szkolnego poza szkołą) - grupy unschoolingowe, wolne szkoły, różnego rodzaju kooperatywy samouczące się.

W krótkiej perspektywie może to się okazać funkcjonalne dla władzy - najbardziej kontestujący rodzice wyniosą się z konwencjonalnych szkół, rezygnując ze zmiany systemu od środka (pojawia się niebezpieczeństwo, że placówki alternatywne pełnić będą rolę wentyli bezpieczeństwa).

Jednak na dłuższą metę skutki będą pozytywne. Placówki alternatywne zostaną oswojone w odbiorze społecznym. Przestaną być postrzegane jako fanaberie dla zamożnych lub miejsce zrzutu dla nieprzystosowanych. Wraz ze wzrostem zainteresowania taką formą edukacji spadną też koszty uczestnictwa w niej. Upowszechnieniu ulegną także stosowane tam metody. Z czasem idee zaczną promieniować na szkoły konwencjonalne. Jestem dobrej myśli...

Tomasz Tokarz