niedziela, 18 grudnia 2016

Demokracja nie polega na większości

Demokracja nie polega ani na zdominowaniu jednostek przez większość, ani na podporządkowaniu większości woli jednostki. Nie polega na na sztywnym trzymaniu się zasad (wbrew aktualnym potrzebom), ani też na ich odrzucaniu pod wpływem chwilowych impulsów i oczekiwań. Nie sprowadza się do procedur, ale też nie polega na ich omijaniu. To niekończący się proces wymiany, dyskusji, podważania i syntezowania. Proces poszukania rozwiązań, które pozwoliłyby na ochronę interesów wszystkich - bez ulegania iluzji o możliwości ich znalezienia. Ceną demokracji jest wieczne czuwanie.

Nazywanie demokracją modelu, w którym 100 przegłosowuje 99 i zmusza ich do wykonywania rzeczy, które uznają za słuszne jest absurdalne. Hasło "jest nas więcej, więc my decydujemy co macie robić" jest antydemokratyczne. Pisałem już wielokrotnie - istotą demokracji nie jest większościowość. Co więcej - większościowość pozbawiona oparcia w liberalnych prawach staje się zwykłym totalitaryzmem - bolszewizmem. 

Tomasz Tokarz

Polityka edukacyjna PiS

Najciekawsze jest to, że polityka edukacyjna PiSu jest mało ideowo konserwatywna. Etatyzm, zwiększanie kontroli państwa, wzmożenie regulacji centralnych, arbitralne decyzje w sprawie tego, jakie szkoły mogą istnieć a jakie nie, ograniczanie edukacji domowej, kontrola komitetów nad treściami przekazywanymi w szkole - wszystko to bardziej przypomina peerelowskie zarządzanie oświatą (mające wytworzyć nowego socjalistycznego człowieka) niż realizację zapisów konserwatywnych manifestów - które traktowały rodzinę i wspólnoty lokalne jako podstawowe podmioty edukacyjne a władzy przypisywały funkcję służebną (subsydiarną). Podobnie - odgórne sterowanie postawami patriotycznymi w celu pozyskania mas dla polityki rządu bliższe jest jakiemuś jakobinizmowi czy gomułkowszczyźnie niż wizjom Edmunda Burke'a.

Tomasz Tokarz

Odrzucenie liberalizmu

Czy rzeczywiście tak jest? Społeczeństwo odrzuca liberalizm? Jako narzucony po 1989 obcy konstrukt ideowy?

"liberalizm w Europie Wschodniej pojawił się nieoczekiwanie w miejscu absolutnie do tego nieprzygotowanym" (Jerzy Szacki)

"Wprowadzony po 1989 roku przez tak zwaną „ekipę Solidarności” liberalizm gospodarczy (wraz z całą swą ideologią) nie nawiązywał w żadnej kategorii i idei, w imię których działał przez szereg lat antytotalitarny ruch buntu społecznego. W miejsce wspólnot postawił jako najwyższą wartość jednostkę , która, licząc tylko na siebie, walczy o swój byt i sukces materialny, w miejsce gospodarczej samorządności – bezwzględne reguły ekonomii, w miejsce podmiotowej woli społeczeństwa – „niewidzialną rękę rynku”, którą wszakże – w istniejących warunkach wprowadzania kapitalizmu – wprawia w ruch tak zwana „odgórna polityka rządu”. I tak oto nagły i radykalny zwrot w zakresie aksjologii społecznej doprowadził – jak sądzę – właśnie do zerwania ciągłości historycznej” (Hanna Świda-Ziemba)

"liberalny fundament III RP okazał się bardzo kruchy, „a społeczeństwo znacznie mniej podatne na liberalną modernizację, niżby marzyli jej ideolodzy. (…) powstała osobliwa hybryda, która ani nie zadowoliła liberalnych architektów nowego porządku, ani nie porwała Polaków, ani wreszcie nie zakorzeniła się na tyle mocno, by przetrwać erupcję afer (Paweł Kłoczowski)

"„Polski liberalizm” wyczerpał swoje argumenty. Jego symbolika przestała wystarczać. Nie jest w stanie poradzić sobie z nowymi wyzwaniami. Dziś stało się jasne, że najczęściej źle identyfikował on zagrożenia i nietrafnie wskazywał zadania. Zapewne od razu nie zniknie, nie tylko dlatego, że odwołuje się, choć błędnie i jednostronnie, również do ważnych zasad i autentycznych wartości, lecz dlatego, że jest zbyt wygodny i użyteczny dla nowych elit. Mimo to przestaje już paradygmatem myślenia o Polsce. Monopol został złamany. Potrzeba innej filozofii życia publicznego i politycznego stała się oczywista” (Zdzisław Krasnodębski)

Tomasz Tokarz

PiS a komunizm

Wypowiedzi polityków PiS (samego Prezesa o celowym działaniu przedsiębiorców rezygnujących z zysku na szkodę władzy i jednej z posłanek - o lojalkach na wierność państwu ) świadczą według mnie o tym, jak mocno w ich głowach zapisana jest mentalność peerelowska. Hasło "precz z komuną" w ustach popleczników tej formacji wydaje się ewidentnym przejawem wyparcia.

De facto PiSowi jest bliżej niż innym partiom do realno-socjalistycznych wyobrażeń o świecie (np. syndrom oblężonej twierdzy, podziały na naszych i obcych, patriotyzm państwowy, idea wroga klasowo-narodowego, straszenie "zgniłym" zachodem, nieufność wobec prywaciarzy - "paskarzy", "spekulantów").

Również stosowane przez to ugrupowanie praktyki (centralistyczne, uniformizacyjne, nomenklaturowe - przy jednoczesnym uzależnianiu od siebie mas za pomocą świadczeń finansowych) mogą skłaniać do porównań z poprzednim systemem. "PiS jako partia postpeerelowska" - to mógłby być ciekawy temat do analiz.

Tomasz Tokarz

PiS a konserwatyzm

PiS nie ma wiele wspólnego z klasycznym konserwatyzmem (Edmund Burke). PiS jest bowiem partią:
- etatystyczną, a konserwatyzm opiera się na personalizmie i pomocniczej SŁUŻEBNEJ (wobec naturalnych wspólnot) roli władz
- konstruktywistyczną (inżynieria społeczna), rewolucyjną wręcz, a konserwatyzm zawsze walczył z utopiami i odgórnym kreowaniem życia społecznego (konserwatyzm opiera się na ewolucjonizmie)
- tradycjonalistyczną, a konserwatyzm traktuje tradycję jako źródło inspiracji nie bezwzględny wzorzec do kopiowania (najczęściej instrumentalnego)
- populistyczną (ochlokratyczną wręcz - dostaliśmy więcej głosów więc możemy robić, co chcemy, "lud tego chce"), a konserwatyzm był zawsze merytokratyczny (arystokratyczny wręcz - w znaczeniu - rządy nacjnotliwszych, najmadrzejszych, "arete", odpowiedzialnych za utrzymanie ładu - a nie jego burzenie pod wpływem nośnych sloganów)
PiS to nowe wcielenie peerelu - tylko z inną nadbudową ideologiczną

Tomasz Tokarz

Talent dziecka


Czy wiecie, że
- jeden z najwybitniejszych kompozytorów wszech czasów swoją pierwszą symfonię napisał w wieku 8 lat?
- jeden z najwybitniejszych poetów wszech czasów ostatni swój wiersz napisał w wieku 18 lat?
- jedno z największych zwycięstw w epoce wojen krzyżowych odniósł szesnastolatek, toczony przez śmiertelną chorobę (mimo, że siły wroga były ośmiokrotnie liczniejsze a dowodził nimi legendarny wódz)?
- pewien amerykański wynalazca już w wieku 12 lat prowadził kilka firm, a 4 lata później posiadał własne laboratorium i był uznawany za jednego z największych specjalistów w zakresie telegrafu?

Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie dzieci są genialne. Ale każde ma obszar, w którym jest wyjątkowe. Często nieodkryty. Wrzucanie młodych do jednego worka, jakie dokonuje według etykietki "dzieci są niedojrzałe i wymagają obróbki" może doprowadzić do jego zaniedbania...
W czym dobre jest Wasze dziecko?

Tomasz Tokarz

Non possumus

Cezaropapizm... Wbrew potocznym interpretacjom komuniści wcale nie dążyli do zniszczenia Kościoła Katolickiego w Polsce. Wiedzieli, że nie mają do tego wystarczających sił. Chodziło im raczej o podporządkowanie sobie tej instytucji, wprzężenie jej w mechanizmy systemu, przekształcenie w organizację wspierającą. Temu służył ruch księży patriotów, PAX, Dziś i Jutro, Koło poselskie "Znak" itd. Do tego był potrzebny Piasecki. Dlatego Bierut brał udział w procesjach i kończył przysięgę prezydencką słowami "tak mi dopomóż Bóg". Dlatego Gomułka tak celebrował datę chrztu księcia Mieszka, opierając na niej huczne obchody tysiąclecia państwowości Polski. Kościół miał istnieć jako narzędzie władzy - jako Kościół narodowy. Komunistom to się nie udało.

Prezes Kaczyński obecnie próbuje tego samego. Gorliwie uczestniczy w mszach i dużo mówi o Bogu. Cel jest jednak podobny - podporządkowanie Kościoła partii. Wykorzystanie poparcia hierarchii do utrzymania władzy. Tylko zamiast przymusu, wykorzystuje kasę. Dotacjami kupuje popleczników. Czy Kościół oprze się tej pokusie? Czy ma na tyle siły, by nie zamienić się po prostu w instrument w rękach władzy? Czy wśród dostojników pojawi się ktoś, kto dobitnie odpowie: "Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!"?

Tomasz Tokarz

Liberalny rząd a edukacja

Boję się platonizmu, takze w edukacji. Wiary w jedna prawdę, jeden wzór, jedna ścieżkę rozwojową dla wszystkich.

Receptą na szkoły dyrektywno-patriotyczne, jakie może się nam szykują nie są szkoły rankingowo-neoliberalne, z jakimi mieliśmy do czynienia. Rozwiązaniem nie jest zastępowanie jednych modeli innymi i przykrawanie do nich uczniów. Jeśli chcemy realnej zmiany potrzebujemy postawić na sensowną decentralizację - która jednak nie oznacza zawieszenia placówek na pasku samorządów. Oznacza stworzenie mechanizmów umożliwiających tworzenie i przejmowanie szkół przez obywateli. Oznacza zgodę na szkoły autorskie, eksperymentalne, alternatywne połączoną z realnym wsparciem udzielanym innowatorom, wyznaczającym nowe horyzonty. . Niech zakwitnie sto kwiatów, niech powstanie sto szkół.

Jeśli czegoś potrzebuję od polityków liberalnych - to nie nowych schematów - ale rzeczywistego zaangażowania na rzecz likwidacji absurdalnych barier utrudniających ludziom branie spraw w swoje ręce i przejmowanie odpowiedzialności za edukację swoich dzieci. Oraz życzliwego wspierania nowatorskich placówek - w opozycji do biurokratów. Tylko tyle i aż tyle

Tomasz Tokarz

Sen

Bywa, że sen jest tak głęboki, że nie wystarczy łagodne: "obudź się". Czasem trzeba kimś potrząsnąć, zrzucić z łóżka, oblać kubłem zimnej wody. Niemniej, powraca pytanie: jakie mamy prawo, by budzić kogoś wbrew jego woli, by na siłę (w poczuciu misji) wyrywać go z matrixa.? Może sen, w którym utknął jest da niego lepszy niż rzeczywistość, którą chcemy mu zaoferować? A może ten nasz realny świat jest też tylko inną wersją snu, w które prawdziwość uwierzyliśmy?

Tomasz Tokarz

Po co Wam ta reforma?

Mamy różne poglądy, sympatie polityczne, inspiracje ideowe. Niemniej, wszyscy solidarnie powinniśmy powiedzieć: "nie" projektowi reformy edukacyjnej. Przede wszystkim dlatego, że jest ona po prostu fatalnie przygotowana. Robiona szybko, na kolanie, byle biec - dla celów polityczno-propagandowych. Bez odpowiednich szacunków kosztów, bez wyobraźni, bez niezbędnej refleksji, z programami tworzonymi na zasadzie "kopiuj, wklej, wytnij (fragmenty niesłuszne ideowo)".

Wydaje się, że cel jest dość prosty: chodzi o rozkawałkowanie istniejącego systemu, by na jego gruzach stworzyć nowe struktury i jednostki - podporządkowane ideologicznie i organizacyjnie (nowi dyrektorzy) rządzącej partii. Idzie za tym próba skolonizowania umysłów polskiej młodzieży przez koncepty rodem z przełomu XIX i XX wieku - zarówno w warstwie oficjalnej (podstawy programowe), jak i nieoficjalnej (ukryty program zaszczepiający autorytaryzm, kult dyscypliny i posłuszeństwa).

Posłowie, politycy i wierni wyborcy PiSu. Zastanówcie się, czy chcecie chaosu i destrukcji systemu szkolnego, który odbije się także na Waszych dzieciach i wnukach. Czy jesteście gotowi na konsekwencje tego chocholego tańca? Po co Wam ten bigos?

Tomasz Tokarz

Zainteresowanie edukacją

Nigdy wcześniej nie widziałem takiego zainteresowania obywateli edukacją alternatywną, nowymi szkołami, innowacyjnymi trendami. Przestraszeni chaosem, jaki się szykuje, szukają innych rozwiązań. Zaczynają rozumieć, jak archaiczne jest centralne sterowanie oświatą. Zadają pytania... 

Nie myślałem, że to kiedyś napiszę... Ale dziękuję panie PiSowi. Za nieintencjonalne skłonienie obywateli do myślenia o przyszłości swoich dzieci...

Tomasz Tokarz

Blokady są w nas

Czy wiecie, że właściwie nie ma żadnego przepisu, który wymagałby od nauczycieli:
- stosowania dzwonków
- prowadzenia 45 min lekcji
- zadawania prac domowych
- robienia kartkówek i przepytywania przy tablicy
- wykorzystywania podręczników
- oceniania - za pomocą cyferek literek czy gwiazdek
- sztywnego trzymania się podstawy programowej
- uczenia w grupach segregowanych wiekowo
Itd...

Co więcej... Nauczyciele są zobligowani prawem oświatowym do indywidualizacji pracy z uczniem i skoncentrowaniu się na jego jednostkowych potrzebach edukacyjnych? Przecież to prawdziwe gwiezdne wrota do autorskich programów i edukacji spersonalizowanej.

Mam wrażenie, że przepisy poszły dużo dalej niż świadomość i otwartość społeczeństwa, dyrektorów, nauczycieli, kuratorów i rodziców.

Blokady są w nas.

Tomasz Tokarz

Nocna zmiana

Ponieważ po ostatnich wydarzeniach w dyskursie odżyło hasło "nocnej zmiany" - warto przypomnieć i odmitologizować to wydarzenie.

6 grudnia 1991 premierem zostaje Jan Olszewski. Popiera go zaledwie 114 posłów (na 460) - jest to więc rząd pozbawiony większości, który trwa tylko dlatego, że w rozdrobnionym parlamencie trudno zmontować szerszą koalicję. Jego istnienie cały czas wisi na włosku. To, że w ogóle powstał jest efektem poparcia udzielonego Olszewskiemu przez... postkomunistyczne PSL (które dostaje w nagrodę kilka tek wiceministrów).

Jan Olszewski jest skonfliktowany zarówno z posierpniową opozycją (m.in. UD, KLD, KPN), jak i z prezydentem Lechem Wałęsą, a także z prezesem największej partii koalicyjnej (PC), czyli Jarosławem Kaczyńskim. Wbrew zapowiedziom rząd Jana Olszewskiego niewiele robi w sprawie lustracji i dekomunizacji. Nie przedstawia w tej sprawie żadnego wniosku. Paradoksem zresztą jest fakt, że (jak już wspomniałem) gabinet trwa m.in. dzięki poparciu postkomunistów.

Konsekwencją przekonania o inercji władzy są wnioski o ustąpienie premiera. 24 maja 1992 taki wniosek składa UD. 26 maja prezydent formalnie ogłasza cofnięcie poparcia dla rządu. 27 maja UD, KLD i PPG podejmują decyzję o zgłoszeniu w Sejmie wniosku o wotum nieufności dla Jana Olszewskiego. Jest jasne, że na najbliższym posiedzeniu sejmu premier zostanie odwołany - bo nie ma poparcia w parlamencie.

Dzień później 28 maja na wniosek Jana Korwina Mikke (przy nieobecności dużej części posłów) sejm przyjmuje uchwałę zobowiązującą ministra spraw wewnętrznych (Macierewicz) do podania informacji na temat urzędników państwowych będących współpracownikami UB i SB.

29 maja Jan Maria Rokita, zgodnie z wcześniejszymi planami, składa wniosek o wotum nieufności dla Jana Olszewskiego - nie ma tu zatem relacji przyczynowo-skutkowej, wniosek o odwołanie premiera nie jest spowodowany uchwałą lustracyjną.

4 czerwca do sejmu trafia wniosek Lecha Wałęsy o odwołanie premiera Olszewskiego.
5 czerwca po północy premier zostaje odwołany. PSL wycofał swoje poparcie dla rządu. 273 posłów głosowało za odwołaniem, 119 było przeciw. Jak widać, rząd popierała zaledwie 1/4 posłów.

Wniosek? Jan Olszewski został odwołany z powodu niezdolności premiera do zbudowania trwałego poparcia i uzyskania większościowego umocowania w sejmie. Wszystko odbyło się legalnie - według procedur. Ustawa lustracyjna wyskoczyła już w trakcie procesu - być może jako próba powstrzymania nieuchronnego rozsypania się koalicji (Macierewicz zresztą grał listą próbując przekupić KPN). Na pewno nie była przyczyną zasadniczą odwołania rządu - choć niewątpliwie wpłynęła na determinację przeciwników Olszewskiego.

Tomasz Tokarz

niedziela, 11 grudnia 2016

Testy i rankingi

Wrzucę kij w mrowisko, ale według mnie z faktu, że polscy uczniowie rozwiązują testy lepiej niż średnia OECD wynika jedynie to, że polscy uczniowie lepiej rozwiązują testy niż średnia OECD. Nie wynika z tego wniosek, że osiągnęli wyższy poziom rozwoju intelektualnego, moralnego i emocjonalnego, że lepiej rozumieją siebie i świat, że są bardziej spójni, łatwiej im wyznaczać cele życiowe i je realizować, budować satysfakcjonujące relacje. I że wiedzą więcej a posiadane informacje potrafią przekuć na twórcze działania.

Polska szkoła wyspecjalizowała się w przygotowywaniu do testów. Ze względu na to, że najważniejszy egzamin szkolny (matura) jest właśnie wielkim testem - cały proces edukacyjny w gimnazjum i liceum podporządkowany jest wdrożeniu do rozwiązywania zadań. Wspomagane jest to na korepetycjach (większość uczniów szkół ponadpodstawowych z nich korzysta).

Uznaję, że to nie są proste, odtwórcze zadania, że twórcy dbają o ich problemowość itd. - niemniej test jest z założenia ramowany (a więc jednak schematyczny) i ma określoną pulę poprawnych odpowiedzi. W gruncie rzeczy chodzi o wpasowanie w pewną matrycę. Podążanie za określonym modelem myślenia - twórcy testu. Rozwiązywania zadań można się po prostu nauczyć - podobnie jak można nauczyć się rozwiązywania testów IQ - by szybciej zgadywać, jakim kluczem kierowali się ich konstruktorzy.

Oczywiście nie znaczy to, że wyniki nie mają znaczenia. Są jakimś obiektywnym złapaniem stanu kształcenia. Ale nie przewartościowujmy ich.

Kiedy myślę o tych wszystkich testach, sprawdzianach, egzaminach zastanawiam się, na ile rzeczywiście produkowane są z myślą o rozwoju ucznia, a na ile stanowią po prostu formę tresury, dyscyplinowania i zapewniania sobie spokoju przez skanalizowanie aktywności dzieci na wkuwanie.

Tomasz Tokarz

Spór o reformę

Spór o reformę edukacji zrobił się nazbyt dwubiegunowy. Po jednej stronie jej zwolennicy, twierdzący, że nie ma co dłużej czekać ze zmianą szkoły, która ma destrukcyjny wpływ na młodzież. Po drugiej - przeciwnicy, twierdzący, że nie można zmieniać czegoś, co dobrze działa i prześcigający się w ukazywaniu zalet obecnego systemu oświaty. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona.

Projekt reformy PiS (a de facto ukryty program, który za nią idzie) jest archaiczną receptą na rzeczywiste problemy. Jego konstruktorzy (wydaje się, że decydującą rolę odgrywa tu prof. A. Waśko) zadają, ważne, sensowne pytania o kondycję polskiej edukacji. Trudno mi je zlekceważyć.

Ukazaniu ich poświęcę osobny post. Tu wspomnę tylko o kilku:
- Czy rzeczywiście dobra szkoła to po prostu taka, która sprawnie przygotowuje do testów i ma wysokie pozycje w rankingach?
- Czy ideałem wychowawczym polskiej szkoły ma być młody człowiek, którego największym marzeniem zawodowym jest posada przedstawiciela handlowego zagranicznej korporacji? Co zrobić by to zmienić? 
- Czy uczeń pozbawiony autorytetu nauczyciela i rzucony w chaotyczny świat nie pójdzie po prostu za głosem silniejszego czy bardziej głośnego? Jak go przed tym uchronić?
- Czy można budować silną wspólnotę, zdolną mierzyć sie z wyzwaniami XXI w. z jednostek pozbawionych poczucia przynależności? A jeśli nie - to jak kształtować zaangażowanych obywateli?
- Z czego wynika fakt, że mimo wręcz kosmicznego dostępu do wiedzy, młody człowiek wie dużo mniej niż jego rówieśnicy sprzed kilkudziesięciu/kilkunastu lat? Jak sprawić, by wiedza którą otrzymuje pomogła mu lepiej rozumieć siebie i świat?
itd.

Problem polega na tym, że PiS udziela na te pytania złych odpowiedzi. Rozwiązania wyciąga z magicznego kuferka z napisem "Wychowanie w II Rzeczypospolitej" (ukradkiem sięga jeszcze do tajnego pojemnika z napisem: "To, co mimo wszystko było dobre w szkole PRL") i myśli, że to wystarczy. Ale świat się zmienił i trzeba poszukać nowych pomysłów zamiast grzebać w konceptach, które powstały w zupełnie innym kontekście.

Tomasz Tokarz

niedziela, 20 listopada 2016

Edukacyjny totalizm

W sporze o deformę edukacyjną nie chodzi o to, czy gimnazja in gremio były złe (jak twierdzi ministerstwo) czy dobre (jak przekonuje ZNP) - to kwestia nierozstrzygalna. Każdy może znaleźć badania na poparcie takiej czy innej tezy. Tu chodzi o coś więcej. O prawo obywateli do uczenia swoich dzieci w takich szkołach, jakie im odpowiadają.

Rzadko używam mocnych słów - ale nachalne dążenie do skasowania gimnazjów, wbrew sporej grupie nauczycieli i rodziców jest przejawem totalistycznego myślenia o oświacie. Czy serio rząd może zlikwidować kilka tysięcy placówek (wśród nich sporo naprawdę świetnie funkcjonujących) tylko dlatego, że ma kilka głosów przewagi w sejmie? 

Dlaczego nie pozwolić funkcjonować gimnazjom, które cieszą się zainteresowaniem? Które się sprawdziły. Które mają znaczące osiągnięcia. Jeśli nie będą miały naboru - to same padną... A może jednak ludzie zagłosują nogami na ich korzyść?

Dlaczego nie pozwolić na różne ścieżki kształcenia? Dlaczego nie pozwolić obywatelom wybrać? Czy system 8+4 nie może istnieć obok 6+3+3? Czy naprawdę potrzebujemy uniformizacji? Wszyscy mają być odbici od jednej matrycy? 

Tomasz Tokarz

piątek, 28 października 2016

Uderz w dzwon

24 października na konferencji "Edukacja to relacja" prowadziłem warsztat o podróży bohatera. Bardzo lubię ten temat - to przenoszenie memów, archetypów, mitów do codziennych doświadczeń każdego z nas. To konfrontowanie się z wahaniami i wątpliwościami - czy podążyć za wezwaniem... Czy wziąć pierścień, chwycić na miecz świetlny, wybrać odpowiednią pigułkę? Czy uderzyć w dzwon...? Czy zrezygnować... I łamać sobie głowę "co bym przeżył, gdybym uderzył..."

"Wybieraj, śmiałku z obcych stron:
Uderz w ten dzwon
I czekaj niebezpieczeństwa
Lub do szaleństwa
Łam sobie głowę, co byś przeżył,
Gdybyś uderzył".

Make your choice, adventurous Stranger,
Strike the bell and bide the danger,
Or wonder, till it drives you mad,
What would have followed if you had.
(C.S. Lewis)

W podróży bohatera wg Josepha Campbella ("Bohater o tysiącu twarzy") kluczowym punktem jest zejście śmiałka do jaskini (mroku, zła, ciemności). Mierzy się tam z potworem. Starcie z bestią jest de facto konfrontacją z samym sobą - z naszą mroczną stroną... Symbolizuje ona nasz największy lęk.

"To miejsce należy do ciemnej strony Mocy. Wejść tam musisz" (Yoda)

"Przenikaliśmy wciąż głębiej i głębiej w jądro ciemności” (Joseph Conrad)

Wejdziesz? 

Tomasz Tokarz


Edukacja a sztuczna inteligencja

W weekendowej Wyborczej bardzo ciekawy tekst o sztucznej inteligencji. O tym, że już za kilkadziesiąt lat pojawią się komputery przewyższające umysł człowieka. Zdolne do głębokiej analizy. Wykazujące się intuicją. Potrafiące przewidywać. Cóż wtedy zostanie dla nas? Czy zdołamy nad nimi zapanować? W jakich obszarach pozostaniemy lepsi od maszyn?

To oczywiście przekłada się na pytanie o edukację... O jej sens i kierunek. Jakże archaiczną wydaje się współczesna szkoła w obliczu dynamicznie przeobrażającego się świata. Jakże abstrakcyjną instytucją. Zamiast wyprzedzać rzeczywistość, grzęźnie w starych modelach... Zamiast szukać rozwiązań w eksperymentach kurczowo, trzymamy się anachronicznych schematów.

Nie wiemy do jakich wyzwań mamy przygotować nasze dzieci. Nie mamy pojęcia, jaki będzie świat w przyszłości. Dynamika zmian jest zadziwiająca. Ale możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, że świadomość siebie, samodzielność, kreatywność, zdolności komunikacyjne a przede wszystkim poczucie własnej wartości okażą się kluczowe dla przetrwania. I na to powinniśmy położyć nacisk...

Tomasz Tokarz

Innowacja

Nie ma większej innowacji edukacyjnej niż zmiana myślenia o uczniu i jego relacji z nauczycielem. Transformacja kultury szkolnej. Wszelkie inne modyfikacje to tylko techniczne usprawnienia procesu formowania, opartego na przymusie i manipulacji.

Tomasz Tokarz

Reformowanie szkół

Reformowanie konwencjonalnych szkół przypomina mi nieco naprawianie tradycyjnego, patriarchalnego małżeństwa, które trwa głównie siłą przyzwyczajenia. Obie strony mogą się bardziej starać - wiedzą, jak przyklejać uśmiech i jak kontrolować emocje. Wiedzą, że trzeba okazywać szacunek i częściej kupować kwiaty.

Ale same tego rodzaju gesty nie zmienią istoty systemu, opartego na hierarchii, władzy i podległości. Na sztucznych rolach. Na znużeniu. Systemu, gdzie przemoc może być bardzo subtelna ale jednak przenika cały układ.

Można w takim związku tkwić - z braku alternatyw czy z lęku przed nieznanym. Ale kiedy już doświadczysz innej relacji (autentycznej, partnerskiej, pozbawionej dominacji, pełnej akceptacji - której istotą jest naturalne porozumienie) to w starym modelu ciężko się będzie odnaleźć.

Tomasz Tokarz

Czego uczą nas starożytni pedagodzy...

Neurodydaktyka, coaching edukacyjny, NVC, rodzicielstwo bliskości - nowe modne trendy, które odkrywają rzeczy dawno odkryte. Już przecież kilka tysięcy lat temu w Grecji i Rzymie starożytni myśliciele wskazywali, że:

- nauczyciel winien być nie pasem transmisyjnym lecz towarzyszem w rozwoju uczniów, inspiratorem do odkrywania wiedzy zapisanej w nich samych, akuszerką, która za pomocą odpowiednio zadanych pytań pomaga w narodzinach świadomości  (Sokrates, V w. p.n.e.)

- jeśli rodzice chcą przekazać dzieciom dobre wzorce, muszą najpierw sami ukształtować swój charakter i dawać własnym życiem codzienny przykład do naśladowania... ("Ojcowie powinni strzec się przede wszystkim wszelkich występków oraz we wszystkim postępować tak, jak należy, stając się w ten sposób przykładem dla swoich dzieci, aby one, wpatrując się w ich życie niczym w zwierciadło, odwracały się od złych czynów i słów").  (Plutarch, I w. n.e)

- nadmierny nacisk na doskonalenie, przez stymulację wyzwaniami, jest przeciwskuteczny ("Widziałem już ojców, których nadmierna miłość spowodowała brak miłości. Otóż niektórzy narzucali swym dzieciom zbyt trudne zadania pragnąc, by jak najszybciej, we wszystkim zdobyły pierwsze miejsce; udręczone tymi naciskami okazywały się niechętne wobec jakiejkolwiek nauki. Albowiem podobnie, jak umiarkowane podlewanie żywi rośliny, a nadmierne je niszczy, tak też dusza rozwija się dzięki umiarkowanym próbom, a pogrąża się przez ich nadmiar"). (Plutarch)

- stosunek rodziców do dzieci winien być głównie oparty na miłości i wyrozumiałości, na postawie humanistycznej (Plaut, Terencjusz,) "używaj władzy ojcowskiej w ten sposób, iżbyś miał w pamięci, że człowiekiem i zarazem ojcem jesteś człowieka” (Maks z Tyru)

"Ojciec powinien być raczej cierpliwy, niż skłonny do ciągłego gniewania się, gdyż nieżyczliwość i nieustępliwość są jednoznacznym dowodem braku miłości wobec swoich dzieci. (...) Znosimy przecież przewinienia przyjaciół, cóż w tym dziwnego, że będziemy znosić przewinienia swoich dzieci?" (Plutarch)

- człowiek ma przyrodzoną skłonność do uczenia się ("jak ptaki rodzą się do latania, konie do biegania, tak nam właściwa jest ruchliwość i sprawność umysłu") - według naturalnych predyspozycji ("jest rzeczą niezbędną poznać dokładnie cechy wrodzonych uzdolnień uczniów i zachodzące między nimi różnice") (Kwintylian, I w. ne)

- nie można nikogo przemocą skłonić do uczenia się rzeczy, co do których nie ma talentów i zamiłowań ("Dwóch bowiem rzeczy należy bezwględnie unikać - wymagać od ucznia przemocą tego, w czym nie da się osiągnąć u niego skutecznych wyników, po wtóre nie przerzucać go z odcinka, na którym ma dobre wyniki, na inny - dla niego nieodpowiedni") (Kwintylian)

- kary są bardzo zawodnym środkiem dydaktycznym, stanowią przejawem nieudolności samych nauczycieli ("naprawia się w ten sposób tylko skutki niedbalstwa (...) nie wdraża się konsekwentnie chłopców do dobrego postępowania, a potem gdy zrobią coś złego, otrzymują karę") (Kwintylian)

- relacja między nauczycielem a uczniem winna opierać się na wzajemnym szacunku ("Wykazując błędy w pracach uczniów uczniów, powinien to robić w sposób dla nich nie przykry, a przede wszystkim nic obrażający ich godności osobistej. Niejednego już bowiem odstręczyło od rozpoczętej nauki to, że niektórzy nauczyciele udzielają uczniom nagany tak, jakby ich nienawidzili") (Kwintylian)

- edukacja przez zabawę jest skuteczniejsza niż przez rygor - szczególnie na pierwszych etapach kształcenia... ("Zbyt dobrze znam możliwości dziecka w każdym wieku, żebym uważał, iż należy od razu ostro nastawiać dzieci i wymagać od nich trudu. Bo tego właśnie trzeba będzie się w pierwszym rzędzie wystrzegać, aby nie znienawidził nauki ten, kto jej jeszcze nie umie kochać... Tak zatem ta nauka we wczesnych latach powinna być zabawą") (Kwintylian)

c.d.n. :)

Tomasz Tokarz

czwartek, 20 października 2016

Intensywne dni

To były chyba najbardziej intensywne a jednocześnie najbardziej rozwojowe cztery dni od dłuższego czasu. Różnorodne doświadczenia w pracy z ludźmi od 3 do 70 roku życia (na oko).

Dzień 1: szkolenie z mediacji w DCP. Dość przypadkowo - na zastępstwie. Grupa ludzi doświadczonych, nauczyciele, kuratorzy, pracownicy naukowo-dydaktyczni. Długie dyskusje. Mnóstwo refleksji. Burze mózgów. Trudno było skończyć. Tyle otworzyło się wątków...

Dzień 2 (od rana do wieczora): zajęcia na DSW. Fantastyczni młodzi ludzie. Dopiero odkrywający uroki studiowania. I od razu wyzwania. I prowokowanie ich do dialogu z blokadami i lękami. I budowanie relacji. I świetny wstęp do dalszej pracy.

Dzień 3: najbardziej złożony. Zajęcia z studentami na otwarcie. Z kilkulatkami w samo południe (Mała Uczelnia). I z rodzicami (na UE) na zakończenie dnia (wykład, który przerodził się w dialog - żywy, pełen emocji, prowokujący do sporów).

Dzień 4: Wolne dzieci w wolnej szkole. Chyba najtrudniejszy. Najmocniejszy. Wymagający konfrontacji z własnymi emocjami, lękami i wartościami. Prowokujący do kluczowych pytań: po co jestem? By słuchać czy być słuchanym? By rządzić czy tworzyć przestrzeń do samorządzenia? By wskazywać drogę czy podążać?
O pracy nauczyciela można mówić różne rzeczy. Ale nuda i wejście w rutynę chyba mi nie grozi :D

Tomasz Tokarz

Wychowanie chłopca

W nawiązaniu do wrzuconego wcześniej obrazka. Mam głębokie przekonanie, że gdybyśmy nieco inaczej wychowywali chłopców wyrastaliby na lepszych mężczyzn. Gdybyśmy mówiąc im o odwadze, sile i pewności - wspominali tez o strachu, słabości i zagubieniu. I pokazywali, że nie da się funkcjonować jedynie w oparciu o te pierwsze - wypierając istnienie drugich. Że dużo lepiej je zauważyć, przejrzeć się w nich, przepuścić przez siebie. Przerobić.

Lęk, poczucie niemocy, wątpliwości i tak się pojawią. A lepiej sobie z nimi radzić, kiedy są uświadomione i przepracowane. Kiedy traktujemy je jako normalne zjawiska, towarzyszące wszystkim ludziom, także tym dzielnym (może im nawet częściej). Kiedy dostrzeżemy w nich przejaw człowieczeństwa a nie wyraz naszej ułomności, objaw niemęskości czy dowód na życiową porażkę..

Tomasz Tokarz

Poczucie wartości

Poczucie własnej wartości to niekoniecznie przekonanie o własnej sile i doskonałości. Nie chodzi o tzw. pewność siebie. To raczej umiejętność zaakceptowania słabości i przyjęcia deficytów z wyrozumiałością. To zdolność pogodzenia się z bezbronnością i niepewnością, które towarzyszą nam w życiu. To gotowość do pokochania siebie mimo wszystko - czy raczej, za wszystko...

Tomasz Tokarz

wtorek, 18 października 2016

Jaki sens reformy?

Pytanie do orędowników reformy edukacji...
- Jaki jest sens likwidować gimnazja? Co to da?
- Jakie trudności polskiej szkoły to rozwiąże?
- W jaki sposób takie działania stworzą lepszą przestrzeń do rozwoju najważniejszych kompetencji: rozumienia siebie, innych ludzi, kreatywności, samokierowania i umiejętności tworzenia dobrych relacji z innymi?
- Po co zajmować się rzeczami trzeciorzędnymi zamiast skupić się na istocie edukacji - refleksją nad celem szkoły w realiach XXI wieku, nad rolą nauczyciela i ucznia...
- Czy naprawdę potrzebujecie zamieszania, jakie wywoła te reforma? Czy stać was na koszty materialne i polityczne, jakie będą jej efektem?

Czy nie lepiej po prostu zaufać w mądrość tych, którzy uczą nasze dzieci i dać im większą przestrzeń do samodzielnych działań? Uruchomić potencjał innowacyjny polskiej szkoły przez rozluźnienie gorsetu, który ją uwiera?

Tomasz Tokarz

środa, 12 października 2016

Parvus a rewolucja

Architektem rewolucji bolszewickiej był Izrael Nazarewicz Helphand (znany również jako Aleksander Parvus), teoretyk i działacz komunistyczny, totalnie cyniczny i zdeprawowany (wyrzucono go ze Szwajcarii za organizowanie orgii seksualnych). Marksista, który dorobił się ogromnych sum na handlu bronią i innych ciemnych interesach z kapitalistami.

A jednocześnie niemiecki agent, który dostał na realizację działań prowadzących do destabilizacji Rosji miliony marek. Bez niego nie byłoby Lenina w Rosji (on wymyślił transport Ilicza pociągiem ze Szwajcarii do Petesburga) ani środków na agitację i przejęcie władzy przez komunistów. 

Plan, który wykoncypował (zakładał zniszczenie Rosji jako państwa i podporządkowanie jej Niemcom) udał się jedynie częściowo, ale realnie zmienił oblicze świata. Prawdziwy władca marionetek... Prawie zapomniany, bo niewygodny...

Tomasz Tokarz

Emocjonalne poruszenia

Chcesz poruszyć odbiorcę? Spowodować, by działał w określony sposób? Chcesz zmienić jego postawy i zachowania? Odwołaj się do jego uczuć, użyj języka nacechowanego emocjonalnie, porusz nim, wstrząśnij i zmieszaj- to podstawowa zasada wywierania wpływu.

Tak działają wielcy przywódcy, wielcy mówcy, wielcy artyści. Wykorzystując emocje (lęki i pragnienia) sterują tłumem. W konsekwencji zaszczepiają w nas określone idee, impulsy, odczucia. Jak w "Incepcji" - zostawiają po sobie ślad, nasiono, które kiełkuje.

Mam z tym problem. Kiedy zauważam, jak ktoś świadomie manipuluje emocjami, by wzmacniać przekaz zapala mi się ostrzegawcza lampka. Czy takie działanie nie znacza przedmiotowego traktowania odbiorcy? Gdzie racjonalna analiza? Gdzie zdrowy rozsądek? Gdzie siła argumentów?

Czy mamy prawo igrać cudzymi emocjami? Bawić się ich uczuciami? Kierować nimi? Kanalizować je? Nawet dla najszlachetniejszego, w naszym przekonaniu, celu? Dla realizacji najdonioślejszej, w naszym rozumieniu, misji?

Kiedy sam tego doświadczam uruchamia mi się instynkt samozachowawczy. Pojawiają się pytania: o co chodzi nadawcy? Czemu chce wejść do mojej głowy? Co chce mi sprzedać? Jaką idee wprowadzić do umysłu? Czy gra na emocjach dla samej przyjemności grania (wirtuozi emocji), czy po to, by realizować jakiś cel?

Kiedy nas coś poruszy, mocno aż do trzewi - poczekajmy z działaniami. Warto sprawdzić, na czy rzeczywiście uruchomione emocje są nasze, czy są jedynie efektem zewnętrznych wprowadzeń...

Tomasz Tokarz

Wołyn raz jeszcze

"Wołyń" pokazuje, jak łatwo można zarządzać tłumem, odwołując się do jego lęków i marzeń, do przerażeń i pragnień.

Z jednej strony hasła o upokorzeniu, dyskryminacji, wielowiekowym wykorzystywaniu. Przez innych, którzy żyją wśród nas, ale tak naprawdę są obcy. Zawsze byli - choć tego nie dostrzegaliśmy. Wydają się swojscy, normalni, tacy jak my. Ot sąsiady. Ale to iluzja. W rzeczywistości są związani z ciemnymi siłami. Z tymi, którzy są gdzieś tam daleko i mają niecny plan zniszczenia nas.

Z drugiej budowanie wizji wielkiej wspólnoty, której możesz być częścią. Wystarczy, że pójdziesz z nami, dołączysz do naszych szeregów, przejmiesz nasze hasła. Czy nie chcesz roztopić się w potędze wielokrotnie silniejszej, mądrzejszej i piękniejszej niż ty sam? Integracja z nią sprawi, że twoje nędzne życie pariasa nabierze blasku...

Jakże aktualny ten film jest także dzisiaj...

Tomasz Tokarz

Potrzebujemy rewolucji nie korekt

Oczywiście odrzucam koncepcje reform PiS. Jednocześnie średnio mnie przekonują hasła dzisiejszego protestu. Kontestacja to za mało. Nie bardzo mnie interesuje walka o kastowe przywileje nauczycieli. A ze związkowcami z ZNP też mi nie po drodze. Oczekuję kontrpropozycji dla reformy PiS. Koncepcji zmiany polskiej szkoły a nie jej konserwowania. Zmiany systemu nie jego umacniania. Szkoła dzisiejsza potrzebuje rewolucji a nie kurczowego trzymania się status quo.

Tomasz Tokarz

Ilu z nas

Ilu z nas dorosłych chciałoby zamienić się ze swoimi dziećmi i pójść za nie do szkoły, do której codziennie uczęszczają. I robić tam rzeczy, które one tam robią - w takich samych warunkach, w takiej samej roli...?

Tomasz Tokarz

Wzór na szkołę?

Ponieważ coraz częściej zmagam się z pytaniami o przepis na idealną szkołę spieszę z wyjaśnieniem:

1. Nie mam w głowie wzoru na optymalną szkołę.

2. Nie sądzę, aby realne było wyznaczenie algorytmu na doskonałą placówkę edukacyjną, opracowanie gotowej formuły wdrażalnej w każdym miejscu.

3. Nie jest możliwe proste skserowanie modelu, który sprawdził się w warunkach X i przeniesienie go do warunków Y z nadzieją, że przyniesie te same efekty. Próbowano już tworzyć polskie Summerhill - ze skutkiem bardzo średnim.

4. Szkoła musi być pochodną miejsca, w którym powstaje - dopasowana do potrzeb wspólnoty, jaka ją tworzy. Opowiadam się za decentralizacją, autonomizacją i pluralizmem w sferze oświaty. Szkoły powinny być przede wszystkim autorskie.

5. Oczywiście uważam, że są pewne podstawowe ramy, w którym powinna mieścić się szkoła, zdolna do zmagania się z wyzwaniami XXI w. Zarysowałem je chociażby w tekście "Turkusowa szkoła" w najnowszym numerze pisma "Sygnał".

6. Taka szkoła musi być przede wszystkim samorządna (promująca kulturę współpracy przy jednoczesnym poszanowaniu indywidualnych praw każdego członka zbiorowości), elastyczna (żywo reagująca na zmieniające się okoliczności) oraz autentyczna - pozwalająca uczniom (i nauczycielom) na realizację siebie i wchodzenie w podmiotowe relacje, oparte na szczerości, wzajemnym zaufaniu i szacunku.

7. EduTank nie powstał, by promować jeden skończony, określony model szkoły, gotowy do wdrożenia na każdym podłożu. Powstał, by wspierać placówki w procesie mądrej zmiany, dopasowanej do ich potrzeb, by sieciować reformatorów, by budować więzi między wszystkimi, którzy weszli na trudną drogę budowy nowej kultury edukacyjnej - zgodnej z punktem nr 6.

Tomasz Tokarz

Niejednoznaczne relacje

Problem z relacjami polega na tym, że ciężko tu o jednoznaczność. Pozorna uległość może być bardzo subtelną formą agresji, instrumentem wyrafinowanej manipulacji, utajoną przemocą. A to, co nazywamy dominacją - przejawem bezradności, słabości, zagubienia; ukrytym krzykiem o pomoc.

Tomasz Tokarz

Chcesz mnie nauczać?

Praca w szkole alternatywnej wywołuje czasem swoiste poczucie winy, jakiś wewnętrzny wyrzut: "przecież te dzieci za mało się uczą", co w sumie oznacza: "nie nabywają wystarczająco dużej liczby informacji, które w moim przekonaniu powinny nabyć".

Pojawia się zatem pokusa przekazania tej wiedzy za pomocą różnych sztuczek - np. przy wykorzystaniu pogawędek z dziećmi. Wciśnięcia jej mimochodem. Niby spontanicznie. To jednak bywa zawodne.

Odczułem to napotykając zniechęcony wzrok dziecka, które chciałem erudycyjnie ubogacić: "a zatem mówisz, że byłeś na wakacjach we Francji. A wiesz, jak się nazywał król Polski pochodzący z tego kraju?".

Oczy zapytanego wyrażały prosty komunikat: "A co mnie to obchodzi? Chcesz ze mną porozmawiać czy mnie nauczać?"

Tomasz Tokarz

niedziela, 9 października 2016

Kobiecość

Drogie panie. Obejrzyjcie koniecznie. Czas skończyć z terrorem sztuczności. Nie staniecie się takie, jak modelki na okładkach. One same się takimi nie staną. To medialna kreacja, efekt komercyjnej obróbki, produkt przycinek i naciągnięć fotoszopa. Okropny, kolorowy badziew.

Oczywiście warto dbać o siebie, jeśli dobrze się z tym czujecie. Przyjemnie czuć się zdrowo, młodo i pięknie. Ale w granicach rozsądku, któremu na imię autentyczność. Nie ma sensu katować się cudzymi standardami.

Mężczyzna, który kocha kobietę przyjmuje jej oponki, cellulity i zmarszczki, rozstępy i fałdy. Kocha ją taką, jaką jest. I zachwyca każdego dnia :)

Ale najważniejsze byście polubiły same siebie. I zaakceptowały tak niedoskonałymi, jakimi wydaje się Wam, że jesteście

https://www.facebook.com/oskar.t.brand.official/videos/1548578245168460/

Tomasz Tokarz

Młodość a dojrzałość

Przeczytałem właśnie, że genialny dziewięciolatek rozpoczął studia na politechnice. Jak to? Bez matury? Bez przejścia wszystkich etapów standardowej edukacji? Nie może być. Przecież, jak często czytam, dziecko jako niedoskonała istota nie może obyć się bez długoletniej obróbki merytorycznej prowadzonej przez dorosłych.

Przykład ten pokazuje, jak mocne blokady są w naszych głowach. Nas wszystkich. Nawet ci wierzący w potencjał dzieci oburzali się kiedy Antoni Macierewicz dobrał sobie małoletniego doradcę (21 lat). Jakież krytyczne głosy się posypały. Ileż pogardy w nich było.

Nie twierdzę, że Edmund Janninger był najlepszym kandydatem. Ale jedyny argument przeciw dotyczył wieku. A przecież Aleksander Wielki miał ledwo po 20. kiedy rozpoczął drogę do tytułu największego zdobywcy starożytności. A Baldwin IV niespełna 16, kiedy rozbijał w puch zastępy saraceńskie pod Montgisard. Takich przykładów było wiele.

Czy rzeczywiście wiek świadczy o wartości człowieka? Ci po 30. są dojrzali i mądrzy, zdolni do autonomicznego kierowania własnym życiem? A ci przed 20. to zwykłe niedojrzałe dzieci, które potrzebują, by im dokładnie zaplanować życie - poprzez szkołę? Trochę to trąci "ejdżyzmem" (age) - dyskryminacją wiekową.

Matematyczny talent jesteśmy w stanie zauważyć u dziewięciolatka. Ale ileż talentów nie odkrywamy wśród dzieci dlatego, że nie są związane z tradycyjnymi obszarami akademickimi? Albo są wyrażane za pomocą niestandardowych środków? Dlaczego tak mocno przywiązani jesteśmy do wiekowych hierarchii?

Tomasz Tokarz

Wołyń

Brakuje mi słów, by opisać wrażenia. Z jednej strony epicki fresk o kresach, stopniowe wprowadzanie w jego kulturową złożoność, mozaikę wartości i rytuałów. Z drugiej rozległe studium natury ludzkiej, lęków, żądz, mniej lub bardziej głęboko schowanych uprzedzeń.

Z jednej strony, opowieść o rozkwitającym szowinizmie, pobudzanym przez absurdalne hasła, o niszczącym wpływie ideologii, która wrzucona między sąsiedzkie swary, prowadzi do mordu. Z drugiej refleksja o instynktach, które gdzieś siedzą w nas, które czynią nas podatnymi na tego rodzaju etnocentryczne slogany - dające iluzję władzy nad innymi.

Wychodzisz z kina z walącym o czaszkę pytaniem "dlaczego?", Jak to możliwe?", co z nami jest?". I z pytaniami pozostajesz...

Tomasz Tokarz

Bądź wzorem

Najtrudniejsze są konflikty wartości. Na płaszczyźnie dialogicznej są nierozstrzygalne. Tam gdzie ścierają się odmienne systemy wierzeń nie ma miejsca na perswazje, słowne tyrady, erystyczne sztuczki. Możemy tylko tańczyć nasz taniec. Argumentować codziennym działaniem. Negocjować życiem, jakim żyjemy. Jeśli będzie wystarczająco przekonujące, jest spora szansa, że pociągnie innych do naszego świata.

Tomasz Tokarz

Ideologia sukcesu

Nie przemawia do mnie współczesna „ideologia” tzw. sukcesu. Zakłada ona (w skrócie), że sens podejmowanych działań jest zależny w prosty sposób od ich efektywności. Innymi słowy - celem aktywności jest realizacja celu. Osiągnięcie go nadaje wartość naszym czynom.

Skutkiem takiego myślenia są albo rozczarowania, frustracje, zniechęcenia (kiedy celu nie udaje się urzeczywistnić), ale kompulsywne gonitwy za kolejnymi wyzwaniami (gdy po zdobyciu kolejnego szczytu szybko spada satysfakcja).

O wiele mocniej trafia do mnie "ideologia" drogi. Po prostu pewnymi ścieżkami warto iść (bo są wartościowe same w sobie, bo dają odczucie głębokiego sensu, bo są wyrazem naszej misji), niezależnie od tego, czy pozwolą nam osiągnąć sukces czy nie. Celem żeglowania jest żeglowanie…

Tomasz Tokarz

Mit praktycyzmu

Jednym z mitów obecnych w narracjach edukacji alternatywnej (bardzo mi bliskiej zresztą) jest tzw. mit praktycyzmu. Wyraża sie przekonaniem, że szkoła ma przede wszystkim przygotowywać do życia (cokolwiek to znaczy) oraz, że szkoły alternatywne robią to dużo lepiej niż konwencjonalne.

Przejawem tej tendencji jest postulat zredukowania zakresu tzw. wiedzy akademickiej na rzecz przekazu praktycznych umiejętności - użytecznych w codziennym zyciu. I tak informacje, przykładowo, o cosinusie, amebie, flogistonie czy przywileju koszyckim ukazywane sa jako zbędne, obciążające niepotrzebnie umysł, odciągające od autentycznych problemów otaczającej rzeczywistości. Trudno mi się zgodzić z takim punktem widzenia.

Po pierwsze, prosta użyteczność nie może być zasadniczym celem kształcenia. Podstawą edukacji jest przecież tworzenie przestrzeni do lepszego rozumienia siebie i świata. Chodzi o poszerzanie świadomości.

Po drugie, nawet jesli uznamy praktyczność za ważną wartość (z tym się zgadzam), to przecież trudno odgórnie podzielić wiedzę na użyteczną i nieużyteczną. To od podmiotu poznającego zalezy, w jaki sposób wykorzysta dane, jakie posiada. Kazda informacja moze byc przydatna, o ile wiemy jak jej użyc. O ile potrafimy wyciągnąć z niej cos dla siebie. Ogranicza nas tylko kreatywność, wyobraźnia i świadomość.

Często na zajęciach wykorzystuję wiedzę z obszarów pozornie niezwiązanych z tematyką wykładów czy ćwiczen. Bardzo wiele ciekawych tendencji społecznych mozna ilustrować odwołując sie chociażby do znajomości funkcjonowania wspominanej wyżej ameby.

Problemem współczesnej szkoły nie jest to, że przekazuje wiedzę. Polega na tym, że nie robi tego sensownie. W konsekwencji obrzydza ją. Bazuje na przymusie, absurdalnych karach i nagrodach, monotonnych dyktowaniach oraz odmóżdżających testach. Nie otwiera głów. Nie przygotowuje do wykorzystania treści, które stara się, w sposób archaiczny, transmitować. W efekcie staje się niefunkcjonalna - nie realizuje podstawowych celów, do których została powolana.

Czas to zmienić. Ale zmiana nie powinna polegać na tym, ze przekształcimy szkoły w grupy radosnego biegania w kółko. O wiele bardziej przemawia do mnie metafora laboratorium czy małej uczelni...

Tomasz Tokarz

PiS a edukacyjna zmiana

Paradoksalnie to, co robi PiS w obszarze oświaty będzie miało konsekwencje ożywcze. Oczywiście efekt będzie nieintencjonalny, niezgodny z zamierzeniami władzy, ale to już problem braku wyobraźni domorosłych architektów polityki edukacyjnej.

Co się według mnie stanie? Niewątpliwie wzrośnie świadomość obywateli na temat edukacji, jej znaczenia i roli w życiu społecznym. Trudno przypuścić, aby działania centralizacyjne i uniformizacyjne pozostały bez echa. Zarzewia fermentu są jest już zresztą widoczne.

Wśród osób o poglądach liberalnych wzrosną tendencje do wychodzenia na obrzeża sytemu. W efekcie popularność zyskają różne alternatywne placówki edukacyjne, które (z oczywistych względów) będą mogły pozwolić sobie na większą niezależność niż szkoły państwowe. Jeszcze większym zainteresowaniem zacznie cieszyć się edukacja domowa (homeschooling), a także, bazujące na typowych dla niej rozwiązaniach (realizacja obowiązku szkolnego poza szkołą) - grupy unschoolingowe, wolne szkoły, różnego rodzaju kooperatywy samouczące się.

W krótkiej perspektywie może to się okazać funkcjonalne dla władzy - najbardziej kontestujący rodzice wyniosą się z konwencjonalnych szkół, rezygnując ze zmiany systemu od środka (pojawia się niebezpieczeństwo, że placówki alternatywne pełnić będą rolę wentyli bezpieczeństwa).

Jednak na dłuższą metę skutki będą pozytywne. Placówki alternatywne zostaną oswojone w odbiorze społecznym. Przestaną być postrzegane jako fanaberie dla zamożnych lub miejsce zrzutu dla nieprzystosowanych. Wraz ze wzrostem zainteresowania taką formą edukacji spadną też koszty uczestnictwa w niej. Upowszechnieniu ulegną także stosowane tam metody. Z czasem idee zaczną promieniować na szkoły konwencjonalne. Jestem dobrej myśli...

Tomasz Tokarz

piątek, 30 września 2016

Jeszcze o klapsach

Tekst w "Rzeczpospolitej" o biciu dzieci jako wyrazie miłości znalazł entuzjastę. Okazał się nim Łukasz Warzecha. Przeciwników klapsa określił mianem lewaków. Okazuje się, że szacunek do dziecka i traktowanie go w kategorii podmiotu (a nie przedmiotu do obrabiania) jest lewactwem.

Ale do rzeczy. Autor stawia w swoim artykule zaiste karkołomną tezę, że traktowanie dziecka po partnersku jest uderzeniem w rodzinę, które może prowadzić nawet do... pedofilii. Równie dobrze mógłbym uzasadniać tezę, że to autorytarna dominacja rodzica nad dzieckiem rozbija rodzinę, przekształcając ją w instytucję władzy i opresji. Co więcej, zamienia dziecko w niewolnika i ofiarę

Swego czasu Janusz Korwin Mikke bronił całkiem serio (!) prawa rodziców do trzymania dzieci w skrzynkach i beczkach - uzasadniając to, naturalnie, świętym przywilejem rodzicielskim. Autor wydaje się iść tym tropem. Sugeruje, że "relacja rodzic dziecko jest unikatowa i rodzi się swoimi prawami". Czyli nie obowiązują tej relacji przepisy polskiego prawa? Rodzic może w imię unikatowości relacji robić z dzieckiem, co uznaje za właściwe?

Autor pisze, że są rodzice którzy "muszą robić to co jakiś czas [wymierzać klapsa], bo jest to jedyny bodziec, jaki ich dziecko jest w stanie sobie przyswoić i zapamiętać – dla własnego dobra". Czy rzeczony publicysta naprawdę uważa, że są dzieci, na które działa jedynie bicie? I nie dostrzega braku logiki w wypowiedzi? Bo skoro te dzieci muszą być bite co jakiś czas, to skąd wniosek, że klaps na nie działa? To chyba właśnie dowód na przeciwskuteczność klapsów.

Zadziwia mnie, przyznaję, totalny brak wyobraźni obrońców klapsa. Ich niemożność wyobrażenia sobie innej formy relacji w rodzinie, niż ta oparta na przemocy, na stymulowaniu karami i groźbami. A najbardziej irracjonalna wydaje się ich szczera wiara w to, że klaps jest przejawem autentycznej miłości rodzicielskiej. Oznacza to bowiem, że może być wymierzany na zimno. Jako forma troski. Coś w rodzaju przytulenia au rebours?

W XIII wieku Wincenty z Beauvais napisał traktat opiewający bicie chłopców rózgą. Wyliczał skrupulatnie powody dla których tłuczenie młodzieńca po grzbiecie wyjdzie mu na dobre. Czyżby hasło "nowego średniowiecza", lansowane przez prawicowych publicystów, zyskało nowy wymiar?

Tomasz Tokarz

Wzajemny rozwój

Sztywny podział na nauczycieli i uczniów wydaje mi się kompletnie archaiczny. Najwięcej uczę się - nauczając. Nigdy nie zrozumiałem lepiej treści z określonego tematu niż wtedy, gdy musiałem je sensownie wyjaśnić innym. Z każdych prowadzonych zajęć to ja wynoszę najwięcej. Edukacja to proces wzajemnego rozwoju, a nie jednokierunkowa transmisja.

Praca z dziećmi (6-12 lat) jest jednym z najbardziej fascynujących doświadczeń w moim życiu. Czuje jakbym wkraczał w niezwykły, magiczny świat, zupełnie inny od stereotypowych wyobrażeń. Wystarczy znaleźć do niego hasło (umieć dotrzeć do dzieci) i otwiera się sezam pełen mądrości.

Tomasz Tokarz

Mamy wpływ

Nie mieliśmy wpływu na to, jakie lęki, fobie i traumy oddziedziczyliśmy po przodkach. Jakie wszczepili nam rodzice. Ale mamy wpływ na to, czy będziemy nimi kaleczyć siebie i naszych najbliższych. I czy przekażemy je naszym dzieciom.

Tomasz Tokarz

Manifest erudycyjny


Manifest erudycyjny :)
1. Wiedza jest fajna
2. Im więcej wiesz, tym lepiej rozumiesz świat
3. Bez wiedzy zgubisz się w rzeczywistości opartej na manipulacji 
4. Każda informacja może być przydatna - o ile wiesz, jak ją wykorzystać
5. Od Ciebie zależy, czy wiedza Cię wzbogaci, czy będzie dla Ciebie balastem
6. Jeśli nie masz chociaż podstawowej wiedzy - nie będziesz umiał korzystać z googla
7. Dzieci bardzo lubią dużo wiedzieć - w wypiekami na twarzy zasypują mnie tysiącami informacji (z obszaru, który naprawdę je pasjonuje)
8. Problem szkoły nie polega na tym, że przekazuje wiedzę - polega na tym, że nie umie tego sensownie robić
9. Wiedzy nie da się przekazać pod przymusem
10. Kluczowe w aspekcie zdobywania wiedzy jest relacja między nauczycielem a uczniem - Verba docent, exempla trahunt

Tomasz Tokarz