poniedziałek, 5 września 2016

Powstanie 1944

Powstanie. Kolejny epizod wielkiego samobójstwa nazywanego czasem polskim udziałem w II wojnie światowej...

Polemika z ugruntowanymi tezami jest wręcz obowiązkiem refleksyjnego historyka. W 1944 było wiele możliwych rozwiązań - każde złe, ale niektóre gorsze- tak, wedle naszej współczesnej wiedzy, którą nie dysponowali podejmujący wówczas decyzje. Ale przecież na tym polega polityka historyczna, by wyciągać wnioski w oparciu o mądrość czerpaną z doświadczeń. Powstanie było jedną z opcji - której początkowo nie brano pod uwagę. 

Warszawa miała być wyłączona z działań zbrojnych - właśnie z uwagi na ogromne straty, jakich musiała doznać. I nagle decyzję zmieniono - pod wpływem argumentacji czysto politycznej czy wręcz sentymentalnej (wstrząsnąć sumieniem świata) a nie realnego oszacowania sił. Powstanie było prawdziwą apokalipsą. Nie zrealizowało żadnych celów - ani militarnych, ani politycznych, ani ideowych. 

"Niestety wielu Polaków, pisze słusznie P. Zychowicz, uważa, że wojny są jakimś zbiorowym patriotycznym całopaleniem, w ramach którego co kilka pokoleń należy się dać wymordować. Że bez męczeństwa i masowych rzezi Polacy przestaną istnieć jako naród. Że wojny są jakimiś narodowymi rewolucjami." 

Słyszę, że są rzeczy ważniejsze niż przeżycie. Co było ważniejsze? Honor? To czemu żaden oficer z komendy nie poświęcił życia? Czemu nie poszedł za mordowanymi kobietami w ogień?

Duma? Duma z bycia Polakiem nie polega chyba na rzucaniu dzieci z łomami na gniazda karabinów maszynowych.

Powstanie powstrzymało sowiecką nawałę? W jaki sposób? Strefy wpływów już była podzielone na papierze. Już w Teheranie w listopadzie 1943

Tym, którym zalezy na ludziach negocjują (tym bardziej, że Niemcy o taką wcześniejszą kapitulację zebiegali). Szaleńcy giną w obłędzie uporu.

Słyszę często, no tak to absurdalna decyzja... ale bohaterom chwała. A ja myślę, że któryś z tych powstańców powinien powiedzieć "Ochłońcie. Byliśmy grupą młodych ludzi bez wyobraźni. Chcieliśmy Niemca bić - ale nie wiedzieliśmy jak. Bylismy jak na haju. Cóż z tego - myśleliśmy - że tylko co dziesiąty z nas miał broń. Wydawało nam się, że możemy wszystko, że przecież damy radę. Ruszyliśmy z pięściami na bunkry, powodując krwawy odwet. Zamiast skapitulować po kilku dniach w obliczu nieuchronnej katastrofy unieśliśmy się dumą. Przed 62 dni głównie się cofaliśmy. Uciekaliśmy kanałami. A za nami rosła łuna ognia. Nie potrafiliśmy uchronić naszych bliskich przed rzeziami. Ginęły nasze matki, nasi bracia i siostry. Towarzyszył nam strach i poczucie klęski. Przepraszamy Was za to szaleństwo. I prosimy nie powtórzcie naszych błędów. Nigdy więcej!"

Tomasz Tokarz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz