środa, 4 maja 2016

Pułapka konsekwencji

Jedna z większych pułapek psychicznych związana jest z regułą konsekwencji. Powoduje ona, że tkwimy w określonym układzie, w schemacie myślenia, paradygmacie interpretacyjnym nawet jeśli, na pewnym poziomie, dostrzegamy jego fikcyjność, fałszywość czy szkodliwość. Odrzucenie jego wiązałoby się jednak z naruszeniem naszego wizerunku osób konsekwentnych a zatem, jak to interpretujemy: zdecydowanych, silnych, pewnych siebie, budzących zaufanie.

Taka postawa prowadzi do kwestionowania wszelkich danych przeczących tezie, która uznajemy czy podważających model, w jakim funkcjonujemy. Zasada ta tłumaczy m.in. okop ywanie się skrajnych grup na określonych pozycjach (syndrom oblę żonej twierdzy) i negowanie (czasem wyszydzanie) nawet precyzyjnie i logicznie opracowanych kontrargumentów.

Niejednokrotnie zetknięcie się z przekonująca krytyką paradoksalnie wzmacnia pierwotną postawę. To jak mechanizm wyparcia nowej wiedzy, który ma chronić przed załamaniem wiary w sensowność podejmowanych dotychczas działań. W końcu niełatwo się przyznać, że mogliśmy latami żyć w błędzie.

Tomasz Tokarz

Uzależnienie a miłość

Ważne, by nie pomylić emocjonalnego uzależnienia z miłością. To pierwsze jest przywiązaniem do emocji, jakie się pojawiają w zetknięciu z daną osobą. Pełni ona de facto funkcję stymulatora czy katalizatora. Jest zatem tylko narzędziem, wykorzystywanym do zaspokajania naszego głodu - wymiennym i zastępowalnym (choć oczywiście jedynie niektóre, wybrane modele tak na nas działają - czasem trudno znaleźć odpowiedniki).

Miłość natomiast jest upodmiatawiająca. To spotkanie dwóch świadomych, pełnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania.

Tomasz Tokarz

Najciekawsi są ludzie

Odwiedziłem kilka dni temu Centrum Nauki Kopernik. Wszystkie wystawy ciekawie pomyślane, aktywizujące, dające przestrzeń do samodzielnej eksploracji. Wiele z rozwiązań tam realizowanych można by wykorzystać w organizacji szkoły. Niemniej poczułem też pewien niedosyt. Centrum to wciąż sztuczny świat zamknięty w czterech ścianach, wykreowany przez dorosłych dla dzieci - w sposób inspirujący, niemniej mocno zalgorytmizowany.

Zauważylem też, że po godzinie ogarnęło mnie lekkie znużenie. Pewnie dużo minęło czasu od momentu kiedyjako maly chłopiec z wypiekami na twarzy czytałem historie wynalazców i odkrywców, opowieści o wielkich przełomach technologicznych i naukowych. Może szkoła skutecznie skasowała moją milość do fizyki a może to nie była po prostu moja ścieżka.

W każdym razie w pewnym momencie złapałem się na tym, że nie patrzę na eksponaty. Że bardziej intryguje mnie coś innego: interakcje dokonujące się w budynku. Te wszystkie gry przelatujących przez hale gimnazjalistów, starających się zaimponować swoim rówieśnikom i rówieśniczkom. Popisy i rezygnacje. Próby ukazania przewagi. Odrzucenia i przyciągania, wykluczenia i inkluzje. Miejsca przyciągające chłopców i punkty wokół których skupiały się dziewczyny. Zdecydowanie najciekawszymi obiektami do obserwacji, nawet w centrum nauki i techniki, pozostają sami ludzie.

Tomasz Tokarz

Grzeczność

Czy uczyć bycia grzecznym? Pytanie jest dla mnie retoryczne. Oczywiście, że warto. Podobnie jak warto uczyć mądrości, refleksyjności czy szlachetności. Czy ściślej: warto tworzyć warunki, w których takie cechy, postawy, wartości mogą się rozwijać.

Problem z grzecznością wynika z niejednoznaczności tego pojęcia. Budzi skrajne emocje, bo jest różnie interpretowane. Czasem traktowane jest jako synonim uległości. Myślę, że bezzasadnie. Zastanawiając się nad ujęciem grzeczności w edukacyjnym systemie teleologicznym trzeba sięgnąć do etymologii. Otóż słowo to pochodzi od zbitki "k rzeczny", czyli człowiek do rzeczy, umiejący się odnaleźć, właściwie zachować, postępować adekwatnie do sytuacji. Doroszewski definiuje grzeczność jako "uprzejmy, delikatny, świadczący o dobrym wychowaniu stosunek do innych ludzi". Gdyby to pojęcie rozszerzyć i przełożyć na współczesny kontekst "grzeczny" znaczyłby: empatyczny, rozumiejący, potrafiący dostrzec odmienne perspektywy innych osób, otwarty na inne kultury czy style życia, potrafiący budować dobre relacje, oparte na wzajemnym szacunku. Tak definiowana grzeczność, w moim przekonaniu, nie ma wiele wspólnego z posłuszeństwem, bezkrytyczną uległością, wyrzeczeniem się siebie. Jest bliska asertywności, zasadzie: żyj i pozwól żyć, w zgodzie z bliźnimi, nie rezygnując z tego, co ważne dla ciebie i nie narzucając swoich interpretacji innym.

Problem polega zatem, jak myślę, nie na samym określeniu celu (warto/nie warto być grzecznym) ile na sformułowaniu strategii i środków do jego osiągnięcia. Otóż nie da sie wychować człowieka rzeczywiście grzecznego przez tresurę, przez stymulowanie kijem i marchewką. Dzięki takiej strategii możemy wyprodukować istotę uległą, biernie przystosowaną, bezrefleksyjnie wkomponowującą się w schemat. Która coś innego myśli a co innego robi, inaczej czuje a inaczej działa. Która zachowuje się tak, jak od niej się oczekuje w momencie, kiedy czuje na sobie oko nadzorcy. Która jednocześnie postępuje w sposób nieakceptowany (chaotyczny, destruktywny, kompulsywny), kiedy znika strażnik. Która jest uśmiechającym się fałszywie, potakującym sztucznie robotem - sfrustrowanym i zakompleksionym wewnątrz.

Grzeczność, tak jak ją rozumiem, zasadza się na spójności między wartościami a podejmowana aktywnością. To postawa wypływająca ze świadomości, z autentycznego przekonania, że warto działać w określony sposób - zorientowany na współpracę i dialog. To model złotego środka, między przystosowaniem a oporem, konformizmem a kontestacją, adaptacją a buntem.

Uwiedzenie

Drogą do uwiedzenia jest rozpoznanie tęsknoty drugiej osoby. Wejście do jej duszy i sprawdzenie, czego jej brakuje, czego pragnie, o czym marzy. Niemniej. nie jest to proces jednokierunkowy. Uwodzenie jest zawsze odpowiedzią. Nie da się uwieść kogoś, kto w głębi serca nie pragnie być uwiedziony...

Tomasz Tokarz

Uwiedzione dzieci Hitlera

Polecam lekturę "Dzieci Hitlera" (Guido Knopp). Fantastyczna książka o emocjonalnym uwodzeniu. Co decydowało o autentycznym zaangażowaniu młodych w organizacje hitlerowskie? Obłędna gra na emocjach. Wielki spektakl kuszenia i urabiania. 

Nigdy wcześniej w niemieckiej historii nikt tak mocno nie zabiegał o młodych. Nie tak silnie nie tworzył obrazu ich wyjątkowości, niezwykłości. Nikt nie poświęcał im tak dużo uwagi. I jednocześnie nikt nie traktował ich tak instrumentalnie. Nikt nimi tak nie manipulował. Nikt tak intensywnie nie eksploatował ich marzeń, pasji, wyobrażeń. Nikt tak perfidnie nie wykorzystywał ich dziecięcej szczerości i spontaniczności, potrzeby przygody, bliskości, bycia wśród rówieśników ("doświadczenie życia w grupie, podróże, wysiłek. Wzruszające uczucia, których się nie zapomina"). To był wyrafinowany rolllercoaster.

Jesteście wyjątkowi - brzmiały komunikaty. Jesteście wybrańcami. Zbawicie świat. Przeznaczono Was do wyjątkowej misji. Ale jeśli chcecie ją wypełnić musicie być bezwględnie posłuszni, robić bez sprzeciwu, to czego od Was wymagamy...

Wielu zostało uwiedzionych. "Był to najpiękniejszy okres w moim życiu", "Z moich wspomnień nie znika slońce" - tak po latach mówią niektórzy, z tych co przeżyli (polowa absolwentów elitarnych szkół Hiltera nie wróciła do domów z frontu). Jednak większość wspomnień jest pełna goryczy. "Wychowano nas pięknie w służbie podłej sprawy".

"Uwiedli nas dla własnych celów ale z chęcią w tym uczestniczyliśmy. wielu, podobnie jak ja w ogóle się przed tym nie broniło, nie widziało powodu by się bronić a potem sami stając się dowodcami, zaczęli uwodzić innych" (Erich Loest)

Warto śledzić mechanizmy uzależnień młodzieży totalitarną ideologią. I pilnować, by nie było powtórki...
Tomasz Tokarz

Nie ma błędów są nformacje

Nie ma błędów - są informacje, to jedna z podstawowych zasad coachingu. To co interpretujemy jako porażkę , co postrzegamy jako niepowodzenie może stać się paralizujacym hamulcem lub katapultą do rozwoju. Może nas napelnic frustracjami lub naładować inspiracjami. Od nas zależy jaki zrobimy z tego użytek.
Przydatne w procesie gospodarowania trudnościami może być zadanie sobie kilku podstawowych pytań:
- O czym mnie informuje nowa sytuacja?
- Jak do niej doszło? 
- Czego mnie uczy? 
- Przed czym ostrzega?
- Jak moge ją wykorzystać?

Tomasz Tokarz