niedziela, 18 grudnia 2016

Sen

Bywa, że sen jest tak głęboki, że nie wystarczy łagodne: "obudź się". Czasem trzeba kimś potrząsnąć, zrzucić z łóżka, oblać kubłem zimnej wody. Niemniej, powraca pytanie: jakie mamy prawo, by budzić kogoś wbrew jego woli, by na siłę (w poczuciu misji) wyrywać go z matrixa.? Może sen, w którym utknął jest da niego lepszy niż rzeczywistość, którą chcemy mu zaoferować? A może ten nasz realny świat jest też tylko inną wersją snu, w które prawdziwość uwierzyliśmy?

Tomasz Tokarz

Po co Wam ta reforma?

Mamy różne poglądy, sympatie polityczne, inspiracje ideowe. Niemniej, wszyscy solidarnie powinniśmy powiedzieć: "nie" projektowi reformy edukacyjnej. Przede wszystkim dlatego, że jest ona po prostu fatalnie przygotowana. Robiona szybko, na kolanie, byle biec - dla celów polityczno-propagandowych. Bez odpowiednich szacunków kosztów, bez wyobraźni, bez niezbędnej refleksji, z programami tworzonymi na zasadzie "kopiuj, wklej, wytnij (fragmenty niesłuszne ideowo)".

Wydaje się, że cel jest dość prosty: chodzi o rozkawałkowanie istniejącego systemu, by na jego gruzach stworzyć nowe struktury i jednostki - podporządkowane ideologicznie i organizacyjnie (nowi dyrektorzy) rządzącej partii. Idzie za tym próba skolonizowania umysłów polskiej młodzieży przez koncepty rodem z przełomu XIX i XX wieku - zarówno w warstwie oficjalnej (podstawy programowe), jak i nieoficjalnej (ukryty program zaszczepiający autorytaryzm, kult dyscypliny i posłuszeństwa).

Posłowie, politycy i wierni wyborcy PiSu. Zastanówcie się, czy chcecie chaosu i destrukcji systemu szkolnego, który odbije się także na Waszych dzieciach i wnukach. Czy jesteście gotowi na konsekwencje tego chocholego tańca? Po co Wam ten bigos?

Tomasz Tokarz

Zainteresowanie edukacją

Nigdy wcześniej nie widziałem takiego zainteresowania obywateli edukacją alternatywną, nowymi szkołami, innowacyjnymi trendami. Przestraszeni chaosem, jaki się szykuje, szukają innych rozwiązań. Zaczynają rozumieć, jak archaiczne jest centralne sterowanie oświatą. Zadają pytania... 

Nie myślałem, że to kiedyś napiszę... Ale dziękuję panie PiSowi. Za nieintencjonalne skłonienie obywateli do myślenia o przyszłości swoich dzieci...

Tomasz Tokarz

Blokady są w nas

Czy wiecie, że właściwie nie ma żadnego przepisu, który wymagałby od nauczycieli:
- stosowania dzwonków
- prowadzenia 45 min lekcji
- zadawania prac domowych
- robienia kartkówek i przepytywania przy tablicy
- wykorzystywania podręczników
- oceniania - za pomocą cyferek literek czy gwiazdek
- sztywnego trzymania się podstawy programowej
- uczenia w grupach segregowanych wiekowo
Itd...

Co więcej... Nauczyciele są zobligowani prawem oświatowym do indywidualizacji pracy z uczniem i skoncentrowaniu się na jego jednostkowych potrzebach edukacyjnych? Przecież to prawdziwe gwiezdne wrota do autorskich programów i edukacji spersonalizowanej.

Mam wrażenie, że przepisy poszły dużo dalej niż świadomość i otwartość społeczeństwa, dyrektorów, nauczycieli, kuratorów i rodziców.

Blokady są w nas.

Tomasz Tokarz

Nocna zmiana

Ponieważ po ostatnich wydarzeniach w dyskursie odżyło hasło "nocnej zmiany" - warto przypomnieć i odmitologizować to wydarzenie.

6 grudnia 1991 premierem zostaje Jan Olszewski. Popiera go zaledwie 114 posłów (na 460) - jest to więc rząd pozbawiony większości, który trwa tylko dlatego, że w rozdrobnionym parlamencie trudno zmontować szerszą koalicję. Jego istnienie cały czas wisi na włosku. To, że w ogóle powstał jest efektem poparcia udzielonego Olszewskiemu przez... postkomunistyczne PSL (które dostaje w nagrodę kilka tek wiceministrów).

Jan Olszewski jest skonfliktowany zarówno z posierpniową opozycją (m.in. UD, KLD, KPN), jak i z prezydentem Lechem Wałęsą, a także z prezesem największej partii koalicyjnej (PC), czyli Jarosławem Kaczyńskim. Wbrew zapowiedziom rząd Jana Olszewskiego niewiele robi w sprawie lustracji i dekomunizacji. Nie przedstawia w tej sprawie żadnego wniosku. Paradoksem zresztą jest fakt, że (jak już wspomniałem) gabinet trwa m.in. dzięki poparciu postkomunistów.

Konsekwencją przekonania o inercji władzy są wnioski o ustąpienie premiera. 24 maja 1992 taki wniosek składa UD. 26 maja prezydent formalnie ogłasza cofnięcie poparcia dla rządu. 27 maja UD, KLD i PPG podejmują decyzję o zgłoszeniu w Sejmie wniosku o wotum nieufności dla Jana Olszewskiego. Jest jasne, że na najbliższym posiedzeniu sejmu premier zostanie odwołany - bo nie ma poparcia w parlamencie.

Dzień później 28 maja na wniosek Jana Korwina Mikke (przy nieobecności dużej części posłów) sejm przyjmuje uchwałę zobowiązującą ministra spraw wewnętrznych (Macierewicz) do podania informacji na temat urzędników państwowych będących współpracownikami UB i SB.

29 maja Jan Maria Rokita, zgodnie z wcześniejszymi planami, składa wniosek o wotum nieufności dla Jana Olszewskiego - nie ma tu zatem relacji przyczynowo-skutkowej, wniosek o odwołanie premiera nie jest spowodowany uchwałą lustracyjną.

4 czerwca do sejmu trafia wniosek Lecha Wałęsy o odwołanie premiera Olszewskiego.
5 czerwca po północy premier zostaje odwołany. PSL wycofał swoje poparcie dla rządu. 273 posłów głosowało za odwołaniem, 119 było przeciw. Jak widać, rząd popierała zaledwie 1/4 posłów.

Wniosek? Jan Olszewski został odwołany z powodu niezdolności premiera do zbudowania trwałego poparcia i uzyskania większościowego umocowania w sejmie. Wszystko odbyło się legalnie - według procedur. Ustawa lustracyjna wyskoczyła już w trakcie procesu - być może jako próba powstrzymania nieuchronnego rozsypania się koalicji (Macierewicz zresztą grał listą próbując przekupić KPN). Na pewno nie była przyczyną zasadniczą odwołania rządu - choć niewątpliwie wpłynęła na determinację przeciwników Olszewskiego.

Tomasz Tokarz

niedziela, 11 grudnia 2016

Testy i rankingi

Wrzucę kij w mrowisko, ale według mnie z faktu, że polscy uczniowie rozwiązują testy lepiej niż średnia OECD wynika jedynie to, że polscy uczniowie lepiej rozwiązują testy niż średnia OECD. Nie wynika z tego wniosek, że osiągnęli wyższy poziom rozwoju intelektualnego, moralnego i emocjonalnego, że lepiej rozumieją siebie i świat, że są bardziej spójni, łatwiej im wyznaczać cele życiowe i je realizować, budować satysfakcjonujące relacje. I że wiedzą więcej a posiadane informacje potrafią przekuć na twórcze działania.

Polska szkoła wyspecjalizowała się w przygotowywaniu do testów. Ze względu na to, że najważniejszy egzamin szkolny (matura) jest właśnie wielkim testem - cały proces edukacyjny w gimnazjum i liceum podporządkowany jest wdrożeniu do rozwiązywania zadań. Wspomagane jest to na korepetycjach (większość uczniów szkół ponadpodstawowych z nich korzysta).

Uznaję, że to nie są proste, odtwórcze zadania, że twórcy dbają o ich problemowość itd. - niemniej test jest z założenia ramowany (a więc jednak schematyczny) i ma określoną pulę poprawnych odpowiedzi. W gruncie rzeczy chodzi o wpasowanie w pewną matrycę. Podążanie za określonym modelem myślenia - twórcy testu. Rozwiązywania zadań można się po prostu nauczyć - podobnie jak można nauczyć się rozwiązywania testów IQ - by szybciej zgadywać, jakim kluczem kierowali się ich konstruktorzy.

Oczywiście nie znaczy to, że wyniki nie mają znaczenia. Są jakimś obiektywnym złapaniem stanu kształcenia. Ale nie przewartościowujmy ich.

Kiedy myślę o tych wszystkich testach, sprawdzianach, egzaminach zastanawiam się, na ile rzeczywiście produkowane są z myślą o rozwoju ucznia, a na ile stanowią po prostu formę tresury, dyscyplinowania i zapewniania sobie spokoju przez skanalizowanie aktywności dzieci na wkuwanie.

Tomasz Tokarz

Spór o reformę

Spór o reformę edukacji zrobił się nazbyt dwubiegunowy. Po jednej stronie jej zwolennicy, twierdzący, że nie ma co dłużej czekać ze zmianą szkoły, która ma destrukcyjny wpływ na młodzież. Po drugiej - przeciwnicy, twierdzący, że nie można zmieniać czegoś, co dobrze działa i prześcigający się w ukazywaniu zalet obecnego systemu oświaty. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona.

Projekt reformy PiS (a de facto ukryty program, który za nią idzie) jest archaiczną receptą na rzeczywiste problemy. Jego konstruktorzy (wydaje się, że decydującą rolę odgrywa tu prof. A. Waśko) zadają, ważne, sensowne pytania o kondycję polskiej edukacji. Trudno mi je zlekceważyć.

Ukazaniu ich poświęcę osobny post. Tu wspomnę tylko o kilku:
- Czy rzeczywiście dobra szkoła to po prostu taka, która sprawnie przygotowuje do testów i ma wysokie pozycje w rankingach?
- Czy ideałem wychowawczym polskiej szkoły ma być młody człowiek, którego największym marzeniem zawodowym jest posada przedstawiciela handlowego zagranicznej korporacji? Co zrobić by to zmienić? 
- Czy uczeń pozbawiony autorytetu nauczyciela i rzucony w chaotyczny świat nie pójdzie po prostu za głosem silniejszego czy bardziej głośnego? Jak go przed tym uchronić?
- Czy można budować silną wspólnotę, zdolną mierzyć sie z wyzwaniami XXI w. z jednostek pozbawionych poczucia przynależności? A jeśli nie - to jak kształtować zaangażowanych obywateli?
- Z czego wynika fakt, że mimo wręcz kosmicznego dostępu do wiedzy, młody człowiek wie dużo mniej niż jego rówieśnicy sprzed kilkudziesięciu/kilkunastu lat? Jak sprawić, by wiedza którą otrzymuje pomogła mu lepiej rozumieć siebie i świat?
itd.

Problem polega na tym, że PiS udziela na te pytania złych odpowiedzi. Rozwiązania wyciąga z magicznego kuferka z napisem "Wychowanie w II Rzeczypospolitej" (ukradkiem sięga jeszcze do tajnego pojemnika z napisem: "To, co mimo wszystko było dobre w szkole PRL") i myśli, że to wystarczy. Ale świat się zmienił i trzeba poszukać nowych pomysłów zamiast grzebać w konceptach, które powstały w zupełnie innym kontekście.

Tomasz Tokarz