niedziela, 9 października 2016

Kobiecość

Drogie panie. Obejrzyjcie koniecznie. Czas skończyć z terrorem sztuczności. Nie staniecie się takie, jak modelki na okładkach. One same się takimi nie staną. To medialna kreacja, efekt komercyjnej obróbki, produkt przycinek i naciągnięć fotoszopa. Okropny, kolorowy badziew.

Oczywiście warto dbać o siebie, jeśli dobrze się z tym czujecie. Przyjemnie czuć się zdrowo, młodo i pięknie. Ale w granicach rozsądku, któremu na imię autentyczność. Nie ma sensu katować się cudzymi standardami.

Mężczyzna, który kocha kobietę przyjmuje jej oponki, cellulity i zmarszczki, rozstępy i fałdy. Kocha ją taką, jaką jest. I zachwyca każdego dnia :)

Ale najważniejsze byście polubiły same siebie. I zaakceptowały tak niedoskonałymi, jakimi wydaje się Wam, że jesteście

https://www.facebook.com/oskar.t.brand.official/videos/1548578245168460/

Tomasz Tokarz

Młodość a dojrzałość

Przeczytałem właśnie, że genialny dziewięciolatek rozpoczął studia na politechnice. Jak to? Bez matury? Bez przejścia wszystkich etapów standardowej edukacji? Nie może być. Przecież, jak często czytam, dziecko jako niedoskonała istota nie może obyć się bez długoletniej obróbki merytorycznej prowadzonej przez dorosłych.

Przykład ten pokazuje, jak mocne blokady są w naszych głowach. Nas wszystkich. Nawet ci wierzący w potencjał dzieci oburzali się kiedy Antoni Macierewicz dobrał sobie małoletniego doradcę (21 lat). Jakież krytyczne głosy się posypały. Ileż pogardy w nich było.

Nie twierdzę, że Edmund Janninger był najlepszym kandydatem. Ale jedyny argument przeciw dotyczył wieku. A przecież Aleksander Wielki miał ledwo po 20. kiedy rozpoczął drogę do tytułu największego zdobywcy starożytności. A Baldwin IV niespełna 16, kiedy rozbijał w puch zastępy saraceńskie pod Montgisard. Takich przykładów było wiele.

Czy rzeczywiście wiek świadczy o wartości człowieka? Ci po 30. są dojrzali i mądrzy, zdolni do autonomicznego kierowania własnym życiem? A ci przed 20. to zwykłe niedojrzałe dzieci, które potrzebują, by im dokładnie zaplanować życie - poprzez szkołę? Trochę to trąci "ejdżyzmem" (age) - dyskryminacją wiekową.

Matematyczny talent jesteśmy w stanie zauważyć u dziewięciolatka. Ale ileż talentów nie odkrywamy wśród dzieci dlatego, że nie są związane z tradycyjnymi obszarami akademickimi? Albo są wyrażane za pomocą niestandardowych środków? Dlaczego tak mocno przywiązani jesteśmy do wiekowych hierarchii?

Tomasz Tokarz

Wołyń

Brakuje mi słów, by opisać wrażenia. Z jednej strony epicki fresk o kresach, stopniowe wprowadzanie w jego kulturową złożoność, mozaikę wartości i rytuałów. Z drugiej rozległe studium natury ludzkiej, lęków, żądz, mniej lub bardziej głęboko schowanych uprzedzeń.

Z jednej strony, opowieść o rozkwitającym szowinizmie, pobudzanym przez absurdalne hasła, o niszczącym wpływie ideologii, która wrzucona między sąsiedzkie swary, prowadzi do mordu. Z drugiej refleksja o instynktach, które gdzieś siedzą w nas, które czynią nas podatnymi na tego rodzaju etnocentryczne slogany - dające iluzję władzy nad innymi.

Wychodzisz z kina z walącym o czaszkę pytaniem "dlaczego?", Jak to możliwe?", co z nami jest?". I z pytaniami pozostajesz...

Tomasz Tokarz

Bądź wzorem

Najtrudniejsze są konflikty wartości. Na płaszczyźnie dialogicznej są nierozstrzygalne. Tam gdzie ścierają się odmienne systemy wierzeń nie ma miejsca na perswazje, słowne tyrady, erystyczne sztuczki. Możemy tylko tańczyć nasz taniec. Argumentować codziennym działaniem. Negocjować życiem, jakim żyjemy. Jeśli będzie wystarczająco przekonujące, jest spora szansa, że pociągnie innych do naszego świata.

Tomasz Tokarz

Ideologia sukcesu

Nie przemawia do mnie współczesna „ideologia” tzw. sukcesu. Zakłada ona (w skrócie), że sens podejmowanych działań jest zależny w prosty sposób od ich efektywności. Innymi słowy - celem aktywności jest realizacja celu. Osiągnięcie go nadaje wartość naszym czynom.

Skutkiem takiego myślenia są albo rozczarowania, frustracje, zniechęcenia (kiedy celu nie udaje się urzeczywistnić), ale kompulsywne gonitwy za kolejnymi wyzwaniami (gdy po zdobyciu kolejnego szczytu szybko spada satysfakcja).

O wiele mocniej trafia do mnie "ideologia" drogi. Po prostu pewnymi ścieżkami warto iść (bo są wartościowe same w sobie, bo dają odczucie głębokiego sensu, bo są wyrazem naszej misji), niezależnie od tego, czy pozwolą nam osiągnąć sukces czy nie. Celem żeglowania jest żeglowanie…

Tomasz Tokarz

Mit praktycyzmu

Jednym z mitów obecnych w narracjach edukacji alternatywnej (bardzo mi bliskiej zresztą) jest tzw. mit praktycyzmu. Wyraża sie przekonaniem, że szkoła ma przede wszystkim przygotowywać do życia (cokolwiek to znaczy) oraz, że szkoły alternatywne robią to dużo lepiej niż konwencjonalne.

Przejawem tej tendencji jest postulat zredukowania zakresu tzw. wiedzy akademickiej na rzecz przekazu praktycznych umiejętności - użytecznych w codziennym zyciu. I tak informacje, przykładowo, o cosinusie, amebie, flogistonie czy przywileju koszyckim ukazywane sa jako zbędne, obciążające niepotrzebnie umysł, odciągające od autentycznych problemów otaczającej rzeczywistości. Trudno mi się zgodzić z takim punktem widzenia.

Po pierwsze, prosta użyteczność nie może być zasadniczym celem kształcenia. Podstawą edukacji jest przecież tworzenie przestrzeni do lepszego rozumienia siebie i świata. Chodzi o poszerzanie świadomości.

Po drugie, nawet jesli uznamy praktyczność za ważną wartość (z tym się zgadzam), to przecież trudno odgórnie podzielić wiedzę na użyteczną i nieużyteczną. To od podmiotu poznającego zalezy, w jaki sposób wykorzysta dane, jakie posiada. Kazda informacja moze byc przydatna, o ile wiemy jak jej użyc. O ile potrafimy wyciągnąć z niej cos dla siebie. Ogranicza nas tylko kreatywność, wyobraźnia i świadomość.

Często na zajęciach wykorzystuję wiedzę z obszarów pozornie niezwiązanych z tematyką wykładów czy ćwiczen. Bardzo wiele ciekawych tendencji społecznych mozna ilustrować odwołując sie chociażby do znajomości funkcjonowania wspominanej wyżej ameby.

Problemem współczesnej szkoły nie jest to, że przekazuje wiedzę. Polega na tym, że nie robi tego sensownie. W konsekwencji obrzydza ją. Bazuje na przymusie, absurdalnych karach i nagrodach, monotonnych dyktowaniach oraz odmóżdżających testach. Nie otwiera głów. Nie przygotowuje do wykorzystania treści, które stara się, w sposób archaiczny, transmitować. W efekcie staje się niefunkcjonalna - nie realizuje podstawowych celów, do których została powolana.

Czas to zmienić. Ale zmiana nie powinna polegać na tym, ze przekształcimy szkoły w grupy radosnego biegania w kółko. O wiele bardziej przemawia do mnie metafora laboratorium czy małej uczelni...

Tomasz Tokarz

PiS a edukacyjna zmiana

Paradoksalnie to, co robi PiS w obszarze oświaty będzie miało konsekwencje ożywcze. Oczywiście efekt będzie nieintencjonalny, niezgodny z zamierzeniami władzy, ale to już problem braku wyobraźni domorosłych architektów polityki edukacyjnej.

Co się według mnie stanie? Niewątpliwie wzrośnie świadomość obywateli na temat edukacji, jej znaczenia i roli w życiu społecznym. Trudno przypuścić, aby działania centralizacyjne i uniformizacyjne pozostały bez echa. Zarzewia fermentu są jest już zresztą widoczne.

Wśród osób o poglądach liberalnych wzrosną tendencje do wychodzenia na obrzeża sytemu. W efekcie popularność zyskają różne alternatywne placówki edukacyjne, które (z oczywistych względów) będą mogły pozwolić sobie na większą niezależność niż szkoły państwowe. Jeszcze większym zainteresowaniem zacznie cieszyć się edukacja domowa (homeschooling), a także, bazujące na typowych dla niej rozwiązaniach (realizacja obowiązku szkolnego poza szkołą) - grupy unschoolingowe, wolne szkoły, różnego rodzaju kooperatywy samouczące się.

W krótkiej perspektywie może to się okazać funkcjonalne dla władzy - najbardziej kontestujący rodzice wyniosą się z konwencjonalnych szkół, rezygnując ze zmiany systemu od środka (pojawia się niebezpieczeństwo, że placówki alternatywne pełnić będą rolę wentyli bezpieczeństwa).

Jednak na dłuższą metę skutki będą pozytywne. Placówki alternatywne zostaną oswojone w odbiorze społecznym. Przestaną być postrzegane jako fanaberie dla zamożnych lub miejsce zrzutu dla nieprzystosowanych. Wraz ze wzrostem zainteresowania taką formą edukacji spadną też koszty uczestnictwa w niej. Upowszechnieniu ulegną także stosowane tam metody. Z czasem idee zaczną promieniować na szkoły konwencjonalne. Jestem dobrej myśli...

Tomasz Tokarz