Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wziąć udział w przygodzie

– „Szukam kogoś, kto by zechciał wziąć udział w przygodzie, to znaczy w wyprawie, którą właśnie przygotowuję; bardzo trudno kogoś takiego znaleźć.” (Gandalf).
– „My tu jesteśmy naród prosty i spokojny, nie potrzeba nam przygód. Przygody! To znaczy: nieprzyjemności, zburzony spokój, brak wygód. Przez takie rzeczy można się spóźnić na obiad.” (Bilbo).

Wszystkie wielkie opowieści zaczynają się tak samo. Z jednej strony jest nudny ale uporządkowany świat, znany i oswojony, osadzony na sprawdzonych rytuałach, modelach reagowania, ugruntowanych schematach i przekonaniach. Nie ma w sobie nic ekscytującego ale można w nim przeżyć. Wiadomo, jakimi chodzić ścieżkami, jakich zachowań unikać, co trzeba w sobie stłumić, z czego zrezygnować, by się w nim odnależć.

Z drugiej - jest pokusa misji, zew przygody, przeszywająca tęsknota za czymś większym i ważniejszym, co nada życiu sens, pozwoli się sprawdzić i spełnić, wejść na zupełnie inny poziom świadomości, lepiej zrozumieć siebie.

Bohater musi dokonać wyboru - czy zostać w strefie komfortu czy podjąć wyzwanie. Połknąć pigułkę, wziąć brzemię pierścienia, chwycić mięcz świetlny, przyjąć różdżkę, włożyć czarną maskę czy kostium. Wejść w nowy związek, rozpocząć nową pracę, przeprowadzić się, założyć własną firmę. By zmierzyć się sam ze sobą. Ze swoimi słabościami.

W pierwszym momencie zawsze pojawia się opór. U jego podłoża lęk przed zmianą, strach przed nieznanym, przed utratą stabilności.

"Nie bądź durniem, Bilbo, - rzekł sam do siebie. - Kto słyszał, żeby hobbit w twoim wieku myślał o smokach i w ogóle o tych tam zagranicznych głupstwach!"

Po dokonanej decyzji nic już nie będzie takie samo. Bohater wejdzie w nowy choatyczny świat... To podróż bez gwarancji sukcesu, bez certyfikatu bezpieczeństwa, bez klauzuli o minimalnych stratach.

„Czy możesz obiecać, że wrócę?” (Bilbo)
„Nie. A nawet jeśli wrócisz, nie będziesz taki sam.” (Gandalf)

Nie wiemy, czy ci, którzy podjęli wyzwanie byli szczęśliwsi od tych (o ileż liczniejszych), którzy pozostali w swych wygodnych kapsułach... O tych drugich bowiem nie powstały pieśni.

„Do końca życia Bilbo nie mógł sobie przypomnieć, jakim sposobem znalazł się wtedy na dworze, bez kapelusza, bez laski, bez pieniędzy, bez żadnej z rzeczy, które zazwyczaj brał ze sobą, wychodząc z domu; drugiego śniadania nie dokończył, statków po nim nie pozmywał, wcisnął klucze do ręki Gandalfowi i puścił się ścieżką w dół pędem, ile sił w kosmatych nogach (...) - Brawo! - rzekł Balin, który z progu wypatrywał hobbita"

PS:
Dla wędrowca, runnera tym innym, nowym światem (którego nie zna, a które może dać mu spełnienie) może być właśnie zatrzymanie sie w miejscu. Wyzwaniem, misją - np. rodzinne życie, macierzyństwo/ojcostwo, które oznacza koniec ucieczki (która dawała pozorna stabilność biegu). To może byc równie fascynująca przygoda, jak wyprawa w Góry Mgliste.. :)

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jeszcze o ocenianiu

(...) "jesli ktoś pisze, że ocenianie jest szkodliwe, to znaczy, że pojęcia o edukacji nie ma. Mało tego, nie ma pojęcia również o tym co sami uczniowie myślą o ocenianiu... Po prostu nie zna się... szkoda tylko, że zabiera głos w tak ważnych sprawach.Może Panie Tokarz w ogóle przestańmy uczyć, oceniać, wymagać, być obowiązkowym ... bawmy się!!! Życie jest takie piękne!!!!"

Mój tekst o szkodliwości oceniania wywołał pewien opór, który zamanifestował się na jednym z portali zarzutami, że nie znam edukacji oraz życia. Że ograniczenie oceniania niechybnie spowoduje wytworzenie neurotycznego pokolenia nieudaczników i samobójców.

Rozumiem źródła sprzeciwu. Tendencję do oceniania mamy zaszczepianą od małego. Trudno nam sobie czasem wyobrazić działanie bez stałej zewnętrznej oceny (która jest de facto przejawem kontroli). Jeśli od małego przyzwyczaimy dzieci, że wszystko, co zrobią musi być ocenione przez kogoś z zewnątrz (według skrupulatnie opracowanej zuniformizowanej skali lub subiektywnej opinii osoby obsadzonej w roli) to ciężko im będzie się z tego uwolnić. Jeśli wmówimy im, że bez arbitralnego stopnia ich aktywność nie ma sensu - to rzeczywiście będą później prosić o noty ("powiedz mi, ile jestem wart"). Nie będa potrafiły samodzielnie oszacować swego potencjału. Uzależnimy je od zewnętrznej weryfikacji. Trudno im będzie potem zbudować autonomicznie poczucie własnej wartości.

Tak - zauważam, że młodzi ludzie po latach spędzonych w szkole chcą być oceniani. Z czego to jednak wynika? Z naturalnej potrzeby czy wdrożenia w pewien wzorzec? Być może nie wiedzą, jak to jest: nie być ocenianym. Może po latach obrabiania cyframi nie potrafią działać z czystej ciekawości i chęci odkrycia. Może istotnie funkcjonują dla stopni - czyli dla dopasowania się do cudzych opinii.

Czy to jednak wynika z głębokiej wrodzonej potrzeby? Dziecko uczy się chodzić i mówić bez stymulowania stopniami. Ma w mózgu swój własny ośrodek nagrody. Po co go zaburzać sztucznymi motywatorami? Zadajmy sobie w środku pytanie: czy naprawdę tak lubimy być oceniani przez innych? Czy daje nam to frajdę? Czy pomaga lepiej zrozumieć siebie? Pomaga lepiej komunikować się z otoczeniem?

A co do kwestii poruszonej na początku tekstu. Tak, przestańmy pouczać, oceniać, stawiać schematyczne wymagania, zarzucać oczekiwaniami. Bawmy się, twórzmy, konstruujmy, projektujmy, realizujmy swoje pasje, działajmy - dla samych siebie, dla swojej rodziny, dla innych ludzi. Czy nie na tym polega istota edukacji? Istota życia?

Tomasz Tokarz

niedziela, 10 kwietnia 2016

Paraliżująca ocenność

Wiele eksperymentów ukazało, że obecność oceniającego obserwatora (kontrolera postępów) działa paraliżująco na osoby, które uczą się nowych rzeczy. Proces przyswajania umiejętności czy informacji przebiega wówczas wolniej niż wtedy, gdy edukacja pozbawiona jest wartościującej presji. Szczególnie hamująco ocenność działa w obszarach wymagających kreatywności, dywergencji, innowacyjności, przy twórczości artystycznej, przy rozwiązywaniu złożonych problemów matematycznych, podczas dyskusji filozoficznych.

Stymulacja oceną sprawdza się w jednym przypadku - gdy mamy do czynienia z ekspertami, osobami które już świetnie opanowały jakąś umiejętność. Pod wpływem presji istotnie wykonują zadania lepiej. Dlatego w przypadku wyczynowców -doping kibiców czy obecność sędziów sprzyja lepszym rezultatom.


Niemniej - naciski zewnętrzne prowadzą głównie do tego, że sprawniej wykonujemy wyuczone wcześniej czynności. Nie sprzyjają tworzeniu nowych rozwiązań, uwalnianiu myśli, szukaniu niestandardowych form wyrazu. Do tego potrzebna jest przestrzeń do działania, która nie wiąże się z pragnieniem dopasowania się do oczekiwań innych...


Tomasz Tokarz

sobota, 9 kwietnia 2016

Szkodliwość oceniania

Tym, co mi chyba najbardziej przeszkadza w szkole są oceny. Ich szkodliwy charakter jest wieloaspektowy. W tym miejscu tylko prześlizgnę się po problemie.

Przede wszystkim oceny zaburzają istotę procesu uczenia się - czyli zmierzanie do rozwoju (rozumianego jako stopniowe poznawanie siebie, innych ludzi, otaczającej rzeczywistości). Po wieloletnim urabianiu stają się dla młodych ludzi celem samym w sobie. W efekcie ciężko im przygotować projekt, który nie podlega zewnętrznemu wartościowaniu. Brakuje im do tego zapału.

Uczniowie uczą się dla cyferek na świadectwie - nie po to, by lepiej zrozumieć samego siebie, swoją indywidualną rolę, miejsce we wspólnocie, by rozwijać zainteresowania, umiejętnie wykorzystywać posiadane zasoby, zdobywać przydatne kompetencje. Im mocniej koncentrują się na stopniach tym bardziej tracą naturalne zainteresowanie światem. Co więcej, dla ich zdobycia (lub uniknięcia) są gotowi iść po linii najsłabszego oporu, co niejednokrotnie kończy się oszukiwaniem - ściąganiem, przepisywaniem zadań, kupowaniem rozwiązań na internecie.

Przez stymulowanie ocenami uczniowie zatracają wewnętrzną motywację, związaną z chęcią doskonalenia się i zrobienia czegoś sensownego dla innych. Oceny sprowadzają uczenie się (czyli fascynującą przygodę w świecie wiedzy i umiejętności) do nudnej pracy - za wykonanie której trzeba otrzymać wynagrodzenie. Obawa przed otrzymaniem negatywnych stopni z przedmiotów, których młody człowiek najzwyczajniej nie lubi odciąga go od obszarów, które rzeczywiście go fascynują i w których ma szansę zostać ekspertem.

Oceny w oczywisty sposób wymuszają standaryzację i uniformizację, czego najbardziej widocznym przejawem są schematyczne klucze odpowiedzi. Dają jedynie złudzenie obiektywizmu. W istocie konstruowane są pod tzw. typowego ucznia - który nie istnieje. Powodują, że młodzi ludzie zamiast puszczać wodze wyobraźni, tworzyć, pielęgnować zdolność myślenia dywergencyjnego czy lateralnego, skupiają się na tym, jak sformułować odpowiedź, by wpasowała się w matrycę.

I wreszcie - oceny przekształcają szkołę w instytucję władzy i opresji. Stają się dla nauczyciela instrumentem manipulacji uczniami, narzędziem wymuszania dyscypliny, sztucznym regulatorem posłuchu. Utrudniają budowanie autentycznych relacji, pozbawionych lęku, strachu przed karą.

Najwyższy czas przejść od kultury oceniania do kultury doceniania.

Tomasz Tokarz