niedziela, 9 lipca 2017

Czego mnie nie nauczono

Gdyby z perspektywy lat zapytano mnie czego zabrakło mi na studiach nauczycielskich - to przede wszystkim treningu inter i intrapersonalnego.
Wiedza merytoryczna i znajomość narzędzi jest ważna. Niemniej przyszły nauczyciel winien na studiach przede wszystkim dowiedzieć się, jak rozmawiać z drugim człowiekiem, jak wspierać go w budowaniu poczucia własnej wartości, jak rozpoznać trudności, z jakimi się zmaga, jak uchwycić jego mocne strony i pomóc mu je wykorzystać, jak z szacunkiem stawiać granice, jak ze zrozumieniem reagować na bunt - by nie paraliżował zadań, jakie ma do wykonania.
A przede wszystkim – otrzymac przestrzeń do skupienia na samym sobie, tak by mógł uzyskać większą świadomość: swoich potrzeb, emocji, talentów, deficytów i blokad, by mógł odkryć osobisty potencjał.
Jeśli bowiem poznamy, polubimy i uszanujemy samych siebie, będziemy potrafili zrozumieć, polubić i obdarzyć szacunkiem uczniów. A nie znam lepszej metody dydaktycznej niż przyjazne towarzyszenie innym ludziom w wyprawie po świecie wiedzy i wartości.

Tomasz Tokarz

System nikomu nie służy

Nie jestem fanem teorii spiskowych. Nie przekonuje mnie teza, że szkoła celowo utrzymywana jest w obecnym kształcie, by realizować interesy jakichś sił. Ona de facto nie przynosi korzyści nikomu.
Ani samym uczniom - bo nie jest wystarczająco zorientowana na odkrywanie ich potencjału, mocnych stron, talentów, na budowanie samoświadomości, co wydaje się najlepszym gwarantem sukcesu życiowego.
Ani rodzicom - bo nie zapewnia im poczucia bezpieczeństwa, nie daje jakiejkolwiek pewności, że wielki trud włożony przez ich dzieci w szkołę przełoży się na powodzenie w realnym świecie.
Ani społeczeństwu jako całości - bo nie rozwija w odpowiedni sposób kompetencji interpersonalnych, komunikacyjnych czy mediacyjnych - nie tworzy refleksyjnych członków wspólnoty, przygotowanych do stawienia czoło aktualnym wyzwaniom.
Ani nauczycielom - bo trudno mi przypuszczać, by serio bawił ich udział w jakimś irracjonalnym wyścigu o pozycję w rankingach.
Ani kapitałowi, decydentom rynku pracy - bo nie kształtuje przydatnych z ich punktu widzenia kompetencji: przedsiębiorczości, kreatywności, elastyczności, komunikacji marketingowej, autoprezentacji.
Ani państwu - bo nie kształtuje świadomych obywateli, zaangażowanych w bieg spraw państwowych, gotowych do poświęceń na rzecz interesu publicznego.
Tak sobie trwa, siłą inercji. Trochę jak przechowalnia. A trochę jako narzędzie kompensacji (stopnie oraz miejsca w statystykach jako instrument podnoszenia ego).
Ale w gruncie rzeczy niewielu z nas ma pewność, że konwencjonalna szkoła służy czemuś naprawdę sensownemu, że jest nieodzowna człowiekowi przełomu tysiącleci...

Tomasz Tokarz

Trajektoria psa

Decydenci edukacyjni wciąż kierują się trajektoria psa, idącego po cudzych śladach. Tymczasem potrzeba tu nieco większej wyobraźni niż wnioskowanie typu: skoro dziś brakuje programistów, to nauczmy wszystkie dzieci programowania a poradzą sobie w życiu zawodowym. Problem w tym, że one wejdą na rynek pracy za 15-20 lat. Uczymy się przewidywać, nie zamykać się w przestrzeni bieżących oczekiwań...

Tomasz Tokarz

Uniformizm vs personalizm

Od setek lat w myśli pedagogicznej ścierają się ze sobą dwa paradygmaty wychowawcze.
Pierwszy, uniformizujący, wychowadzący się od Platona, zakłada, że istnieje jedna, idealna, uniwersalna matryca wychowawcza (utożsamiona z prawdą), na podstawie której winno odbywac się kształtowanie każdego ucznia. W uproszczeniu: wszyscy mają być prowadzeni w jednym kierunku, uczyć się tego samego, w ten sam sposób.
Drugi, personalistyczny, wywodzący się od Arystotelesa, zakłada, że istnieje wiele równorzędnych modeli wychowawczych. Każdy człowiek jest inny. Istnieją różne sposoby życia odpowiednie dla różnych ludzi. W konsekwencji edukacja musi być spersonalizowana, dopasowana do poszczególnych uczniów. Nie da się wymyślic, wykoncypować idealnego wzorca wychowawczego. Powstaje w wyniku eksperymentowania, doświadczania, eksploracji swiata, jest efektem wielu prób i błędów.
Któremu paradygmatowi bliższa jest współczesna szkoła?

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kiedy zawodzimy

Kiedy zawodzimy się w naszych oczekiwaniach - mamy prawo poczuć się skrzywdzeni. Niemniej na dłuższą metę taka reakcja nie jest rozwojowa. Wtłacza nas w rolę ofiary - a tym samym odbiera siłę i odwagę ponoszenia odpowiedzialności za dokonane wybory.

Tomasz Tokarz

Tyle zrobiłem

"Tyle dla niego, dla niej zrobiłam/zrobiłem..." Poświęcanie się rzadko prowadzi do zdrowych (upodmiatawiających) relacji. Tylko deklaratywnie jest bezinteresowne. W rzeczywistosci idą za nim oczekiwania, mniej lub bardziej uświadamiane. Kiedy pozostają niezasapokojone (a najczęściej właśnie takie są) pojawia się rozczarowanie, żal, poczucie krzywdy. Z jednej toksycznej roli (wybawcy) przechodzimy w inną: ofiary, cierpiętnicy, skrzydzonej/skrzydzonego.
Zamiast się poświęcać, dawajmy ile możemy, nie tracąc siebie i nie licząc na rekompensaty...

Tomasz Tokarz

Chciałem tylko pomóc

Kiedy słyszę "ja tylko chciałem/chciałam jej/jemu pomóc" ogarnia mnie najczęściej niepokój. Sporo powikłań to efekt interwencji pochopnych wybawicieli, którzy zabierają się do ratowania bez dogłębnego rozpoznania sprawy, w dziwnym pośpiechu, jakby kierowała nimi obawa, by trudność nie rozwiązała sie sama - bez ich udziału.

Tomasz Tokarz